poniedziałek, 14 lipca 2014

Rozdział 15

(moja perspektywa) 
  Jest 5 nad ranem, a ja i ten kretyn Harry siedzimy w salonie, a Liam się na nas wydziera. To nie moja wina, że ten pacan przyszedł w nocy do mojego pokoju i zaczął się bawić farbkami przez co ja mam teraz fioletowo-kolorowe włosy, a on brązowo-kolorowe. I to też nie moja wina, że jak się obudziłam i to zobaczyłam to zeszłam do kuchni i zabrałam miód, i na niego wylałam. Moją winą też nie jest, to że zaczęliśmy bitwę na poduszki. Oraz też moją winą nie jest, to że się wkurzyłam i zaczęłam go opryskiwać pastą do zębów, a on zaczął we mnie rzucać różne warzywa. I też nie moją winą jest, to że krzyczeliśmy przy tym przeraźliwie głośno, a było tylko kilka minut po północy. O 1 przyszedł Liam i tak wydziera się na nas 4 godziny. I właśnie teraz siedzimy na kanapie w farbkach, miodzie, paście, warzywach i kawałkach materiału z poduszek. 
-Dobra Liam zamknij twarz bo ci zaraz wazonem przywalę!!!-krzyczała Nelly wchodząc do salonu, a kiedy nas zobaczyła powiedziała, że z taką modą daleko nie zajdziemy po czym poszła do kuchni. 
-CO TO KURWA ZA SYF!!!!!- teraz to już przeraźliwie pisnęła pokazując na kuchnię, która była w opłakanym stanie.
-Nie drzyj ryja!!!!- krzyknęła Pat schodząc ze schodów, tuż za nią był Lou i Jul. 
-Jak mam się nie drzeć jak tu taki syf!!!- żaliła się. 
-Która godzina?- spytał Lou.
-Około 5.- powiedziałam z uśmiechem.
-Co!!- pisnął.
-Ja pierdole ale syf!!!- krzyknął Niall schodząc po schodach. 
-Wiemy zamknij się już- powiedziała Pat siadając koło Hazzy.
-Co się tak wszyscy do cholery drzecie!!!- krzyknął Zayn, a Marchewka pisnęła kiedy nas zobaczyła. 
-Serio wy nic nie słyszeliście?- spytał Liam.
-Nie- powiedziała Jul i razem z Pat i Nat zaczęły sprzątać kuchnię.
-To dziwne bo oni się darli na cały dom- powiedział Li marszcząc czoło. 
-Hmmm... to nie wiem. Chwila Harry i Mandy? Noc? Jej pokój?- Marchewka zaczęła robić, z każdym zdaniem, wielkie oczy.  I nagle wszyscy się odwrócili jakby ich oświeciło. 
-Ty i Harry- powiedziała powoli Pat.
-Ty i Mandy- powiedział powoli Zayn.
-Czy tobie też się wydaje, że to się źle skończy?- szepnął mi na ucho Harry.
-Emm... i to bardzo- powiedziałam.
-Trzeba uciekać?
-Jeśli nie chcesz zostać zjedzonym przez nich to tak uciekamy.
-To na trzy.
-Raz...
-Dwa...
-TRZY!!!- krzyknęliśmy równo i zaczęliśmy uciekać po całym domu. 
-Łapać ich!!- krzyknął Lou i cała reszta zaczęła nas szukać. Ja jako mistrzyni w chowanego postanowiłam się schować na strychu. Znalazłam tam olbrzymie pudło (zgaduje, że po jakiejś kanapie czy czymś wielkim) otworzyłam wieko i tam weszłam, modląc się aby mnie nie znaleźli.
 *10 min później* 
  Nie wiem czemu, ale chyba te matoły mnie olały lub ja jestem tak zajebista w chowanego. Ale nie siedzę w tym pudle bezczynnie bo kilka razy o mało zawału nie dostałam, ponieważ dwa razy prawie zostałam odkryta. Raz przez Louisa i Zayna, a drugi raz przez Pat i Nialla. Tak się zastanawiam czy nie lepiej by było dać psom moje lub Hazzy rzeczy. No bo hello oni chyba pamiętają, że tu są psy co nie? A jeśli nie? 
Moje rozmyślanie przerwało coś co drapało w karton, w którym siedziałam. Nie był to pies ani człowiek. Więc może to być papuga Nat, szczury Jul lub chomik Pat. Powoli wyjrzałam z kartonu oglądając się dookoła. I nic. No nie licząc szczura. Czarnego. Chwila. Jeden szczur Jul jest biały, a drugi szary. Więc ten szczur, który patrzy na mnie, a ja na niego, to jakiś dziki. O nie. Nie można panikować. Spokojnie. Wdech, wydech, wdech, wydech. Przecież on nic nie zrobi. No nie licząc tego, że może mnie ugryźć i mogę dostać jakiś zarazków na przykład wścieklizny. Wścieklizna. O kurde. Oj jest źle. Ten szczur się porusza. I idzie jeszcze bliżej mnie. Pociera łapki. On coś knuje. Omg. Jego ogon. Jaki on długi i różowy. To się źle skończy. Ja chcę do mamy!! Teraz!! Dobra do taty!! Marchewki!! Tomlinsona!! Żarówy!! Horana!! Vivy!! Stylesa!! Jul!! Payna!! Malika!! KOGOKOLWIEK!! Mogłabym zacząć krzyczeć ale nie mogę!! On jest coraz bliżej!! Ratunku!! Pomocy!! Do cholery czemu nie mogę się telepatycznie porozumieć z Domi?!! No czemu?!! O cholera jest już prawie koło mojego nosa!! Jeśli to coś mnie ugryzie to wszystko zapisane jest na moją ciocię, która mieszka w Polsce i pracuje jako klaun w miejscowym cyrku. Boże czemu ja? A nie ta ciota Styles? W sumie to ciekawe gdzie on się schował? A może teraz siedzi z resztą matołów i oglądają jakieś durne telenowele. Sory ale ta działka jest moja. A jeśli oni sobie już pojechali? WŁAŚNIE!! My przecież dzisiaj jedziemy nad jezioro!! O cholera ten szczur jest naprawdę blisko!! Dobra trzeba stąd wyjść i spakować się  na wyjazd. Ostrożnie. Pomału. Jest. Wyszłam cała i zdrowa. To teraz idziemy do pokoju. Ale nie mogę tego gryzonia samego zostawić. Tak bez opieki. Bez żadnej trucizny. Cholera ja to zawsze mam problem. 
-Mandy!!- krzyknął ktoś, kto zbliżał się do drzwi na strych.
-Tu nie ma żadnej Mandy!!- również krzyknęłam, ale piskliwym głosikiem.
-Mandy, wiem że to ty!!- krzyknęła, jak się okazało, Nat.
-Dobra choć szybko tu jest szczur!!- odkrzyknęłam jej, a zaraz usłyszałam pisk Nat i jej lament. 
-AAAA... SZCZUR!! SZCZUR!! TU NA STRYCHU!! I NIE MÓWIĘ TU O MANDY!!
-DZIĘKI!!
-NIE MA SPRAWY!!
-GDZIE ONA JEST!!- krzyknął jeszcze inny głos. 
-LIAM TUTAJ!!- darłam się najgłośniej jak umiałam, żeby tylko zagłuszyć piszczącą Nat.
-JA TEŻ JESTEM TUTAJ!!- wydarł się głupio Liam.
-MANDY!!- usłyszałam krzyk Domi zza drzwi.
-AAAAA PRZYSZŁAŚ PO MNIE!!- darłam się.
-NO WYŁAŹ!!- krzyknęła.
-ALE TU JEST SZCZUUUUUR!!
-OLEJ GO I CHODŹ!!- krzyknął Lou. 
-MAM GO OLAĆ?! A JAK SIĘ NA MNIE RZUCI?!
-NIE RZUCI CHODŹ!!- krzyknęła Domi.
-NIE!!
-CHOLERA BO JA TAM WEJDĘ I SIŁĄ CIĘ WYCIĄGNĘ!!- krzyknął Liam.
-NIE MA MOWY!! A JAK SIĘ NA CIEBIE TEZ RZUCI?!!
-PAT!!- krzyknął Lou, a zaraz usłyszałam tupot nóg. 
-CO?!- krzyknęła.
-NIE MUSISZ KRZYCZEĆ!!
-ALE TO TY NA MNIE KRZYCZYSZ TOMLINSON!!
-JA NIE KRZYCZĘ JA WOŁAM!!
-A TERAZ?!
-GADAM GŁOŚNO, ŻEBY MANDY NAS SŁYSZAŁA!!
-A WŁAŚNIE PODOBNO GDZIEŚ SZCZUR JEST I TU NIE CHODZI O MANDY!!
-DZIĘKI WIELKIE!!
-SPOKO!! 
-PAT IDŹ PO TRUCIZNĘ!!- krzyknęłam do niej. 
-TRUCIZNĘ?!! A MY W  OGÓLE MAMY TRUCIZNĘ?!!
-TAK CHYBA W KUCHNI W TEJ DZIWNEJ OBSKURNEJ SZAFCE, KTÓREJ NIGDY NIE WYMIENIŁYŚMY!!- krzyknęła (o dziwo) Jul.
-OKEY TO JA IDĘ CZEKAJ NA MNIE!!
-HA-HA-HA BARDZO ŚMIESZNE!!
-NO CO PRÓBUJE ROZLUŹNIĆ ATMOSFERĘ!!
-PAT!!!- krzyknęliśmy wszyscy równo. 
-OKEY IDĘ JUŻ IDĘ!!
*10 min później*
(nadal moja przerażona perspektywa) 
  Stoję w rogu strychu, a przedemną siedział ten szczur. Jezu on się na mnie kurde uwziął czy co? Domi i Liam rzucali w niego kamykami, a ten jakoś dziwnie pisnął i zaczął uciekać w moją stronę, no to ja uciekłam w kąt. Później Pat przyniosła truciznę ale to i tak nic nie dało, więc Lou przyniósł klatkę (nie mam pojęcia skąd ją miał ale okej) i jakoś próbowali go tam zagonić ale to też na nic. Więc teraz stoją i wymyślają plan, Nat nadal wystraszona siedzi na kolanach Zayna, Jul razem z Harrym wołają go, a Niall rzuca mu ser. 
-No zróbcie coś- szepnęła do nich.
-No myślimy cicho- powiedział Liam.
-10 minut myślicie?
-Tak. Musimy się skupić- powiedział Lou.
-Dobra nudzi mnie to- powiedział Harry po czym podszedł do mnie i wziął mnie na ręce, więc zaczęłam krzyczeć, on zaczął uciekać, a zdezorientowany szczur został zakryty pudłem przez Jul. Harry ze mną na rękach stanął na drugim końcu pokoju. Liam powoli odsłonił pudło i kiedy szczur chciał uciec to wbiegł do klatki, którą przystawił Lou i Niall. 
-Tak uratowaliście nas!- krzyknęła Nat i razem z Malikiem zaczęli tańczyć salsę.
-Tak nareszcie możemy się szykować- powiedziała Jul.
-No tak my jedziemy, a  kurde ja spakowana nie jestem!- krzyknęła Domi.
-Ja też!- krzyknęłam i i jakoś uwolniłam się z ramion Harry'eg- Dzięki- powiedziałam tylko i pobiegłam do pokoju pakować się.

niedziela, 22 czerwca 2014

Rozdział 14

(perspektywa Domy) 
   Od tego czasu kiedy Jul i Mandy wróciły ze spaceru nasza 10-sobowa kompania zamieniła się w 3 obozy. A my (ja, Hazz i Niall) zaliczamy się do tej grupy, która nic nie chce robić i mamy nadzieję że coś wymyślimy w sprawie tego, jak ich pogodzić. Najgorsze jest to, że żadne z naszej trójki nie było na tym przeklętym spacerze, bo gdybyśmy byli to wtedy byśmy wiedzieli na czym stoimy. A tak to dupa. Ta cała 'wojna' trwa już tydzień. A pamiętam jak Mandy tak bardzo chciała iść do wesołego miasteczka, a teraz ona, Lou, Li i Pat siedzą w pokojach  i trzymają się z daleka od Zayna, Nat i Jul. Serio to robi się chore. 
-Dobra trzeba coś z tym zrobić- powiedział Niall kiedy siedzieliśmy w kuchni
-No to się robi trochę straszne- powiedziałam 
-Wiesz wszyscy dziwnie się zachowują, ale Harry to już masakra
-Dlaczego?
-Bo się zachowuje jak 16-stolatka, która popadła w depresję bo chłopak ją zostawił 
-On jest homo?
-Nie.
-No to nie kumam.
-Jak to nie kumasz? Harry i Mandy. Hallo świta ci coś?
-A fakt. Mandy. Jak ja mam ochotę ją zabić. Serio.
-Czemu?
-Jest moją najlepszą przyjaciółką, a mnie zostawiła, a poza tym jest zakochana w Harrym...
-Że kurwa co?
-No tak. Chyba.
-Jeśli ona kocha Hazze, a Hazz ją to...
-Trzeba to wykorzystać przeciwko nim...
-I zrobić tak aby byli razem...
-I jednocześnie wszystkich pogodzić.
-Genialne!!- krzyknęliśmy równo.
-No to mamy plan.
-I właśnie cieszę się że nie zgodziłam się na tamten plan.
-Ale ty się z nami zgodziłaś.
-Nieprawda.
-Dobra mniejsza.
-Trzeba wymyślić jak ich kurde pogodzić.
-No i jak ich zeswatać. 
-Teraz by się przydała Pat.
-No tak ale oni sojuszu nie wezmą.
-Skąd wiesz?
-Pytałem. 
-Och.
(perspektywa Jul)
  Dobra to całe przekomarzanie się trochę nudzi ale no inaczej chyba się nie da. Co się ze mną dzieje? Ja Julie Lucy Harrison zamiast to łagodzić to razem z Malikiem szukamy poszlak w pokoju Mandy, a Nat stoi na straży. JA SIĘ WŁAMAŁAM DO POKOJU MANDY. To się źle skończy. 
-Czysto- powiedział Zayn wychodząc z łazienki.
-Coś musi tutaj być. Musi!- krzyknęłam 
-Ej spokojnie... Powinniśmy to zakończyć- powiedział cichym głosem jakby bał się że wybuchnę.
-Chyba masz rację- powiedziałam 
-Tak?
-No tak. Chodź idziemy ich szukać i wszystko wytłumaczyć- powiedziałam stanowczym głosem. Wyszliśmy cicho z pokoju Mandy i właśnie mieliśmy zawołać Nat kiedy zauważyliśmy że jej nie ma. 
-Co do...
-Aaaaaaaaa- przeraźliwy pisk Nat rozniósł się po domu. Szybko zbiegliśmy na dół, a czekała tam na nas spora grupka ludzi. Mandy, Żarówa i Niall stali przed telewizorem i mięli złowieszcze miny i jeszcze do tego mięli związane ręce. Marchewkę podtrzymywał Li, która się wyrywała. Lou i Hazz stali do nas tyłem ze spuszczonymi głowami. Ja i Zayn stanęliśmy koło foteli, Nat stała na środku przed Paulem i miała łzy w oczach. Oj coś się bardzo złego stało. 
-Co się stało?- spytałam cicho.
-O witaj Julie. Ty chyba jesteś najbardziej hmmm... normalna?- powiedział 
-Ale co się stało?- ponownie spytałam 
-On chce cię zabrać!!!- krzyknęła Nat 
-Co?- spytała po raz kolejny 
-Chodź musimy porozmawiać- powiedział najspokojniej na świecie, a potem wyszliśmy do ogródka, a żeby nas nie podsłuchiwali to wszędzie stała ochrona.
-O co chodzi?- spytałam już wypruta z emocji 
-No więc tak. Jak widzisz wszędzie są fanki. Gazety o was piszą. Przed chwilą się dowiedziałem że Nat i Zayn są razem i tak dalej, i tak dalej. Więc postanowiłem wam dać 2 tygodnie przerwy i jedziecie nad jezioro. I co piszesz się?
-I to tak zdenerwowało resztę?- spytałam (który to już raz?)
-Nie Nathelie wpadła w jakiś szał kiedy powiedziałem że chce z tobą sam na sam pogadać- powiedział.
-Ooo... Martwi się o mnie to urocze ale jeśli ona tak zareagowała to co z resztą? 
-Też wpadli w szał jak to usłyszeli- powiedział jakby to było najoczywistsze na świecie.
-Ooo... To urocze- powiedziałam i się uśmiechnęłam.
-Taa... to wracamy?- spytał.
-Tak jasne.
-A i powiedz im jak wyjdziemy, bus wam zostawiam- poinstruował mnie 
-Spoko- powiedziałam i wróciliśmy. Wszyscy stali tak jak wcześniej, aż taki miły szok.
-To do widzenia- powiedział do nas 
-Hej- odpowiedziałam mu tylko ja, po czym wyszedł z całą obstawą. Kiedy usłyszeliśmy trzask drzwi chciałam ich poinformować o planach Paula ale ktoś musiał się wtrącić 
-Ohh... Proszę, proszę kogo my tu mamy- powiedziała Pat rozwiązując ręce podobnie jak Mandy oraz Niall. Kiedy to powiedziała Lou, Li i Mandy stanęli naprzeciwko mnie, Zayna oraz Nelly. Marchewka, Niall i Harry odsunęli się jak najdalej od nas. 
-Martwiliście się o mnie, to było urocze- powiedziałam z największym jadem na jaki było mnie stać. A jeszcze kilka minut tak się jarałam. 
-My o ciebie? Nie rozśmieszaj mnie- powiedziała Pat, a ja zauważyłam jak nasza zagubiona, w świecie, trójka patrzy na Nialla. Kiedy miałam już jej odpowiedzieć Malik szturchnął mnie lekko, a mi zaraz przypomniała się nasza rozmowa i już miałam powiedzieć żebyśmy się pogodzili ale przerwała mi Doma. 
-A czemu wy się w ogóle tak spinacie? 
-Bo...- zaczęła Pat ale urwała  
-No bo...- zaczęła Mandy 
-No właśnie nawet nie umiecie tego racjonalnie wytłumaczyć- powiedział Harry
-Dobra powinniśmy z tym skończyć- powiedział Li
-Stęskniłam się!!- krzyknęła Doma i przytuliła z całej siły Mandy 
-Ja za tobą też!!- też krzyknęła i się poryczała. Do nich dołączył się oczywiście Lou i Hazz. Za nimi Nat i Zayn oraz ja i Horan. A za nami Li i Pat. 
-Nareszcie wszyscy razem- powiedział Lou
-Dobra mniejsza co ci mówił Paul?- przerwał nam Niall 
-No więc...- i tu zaczęłam im opowiadać historyjkę o teletubisiu Paulu, który każe nam jechać na mini wakacje nad jezioro. Ich reakcje była dość 'normalna'. Nat zaczęła krzyczeć, że nad żadne jezioro nie jedzie bo tam nie ma luksusów. Mandy i Lou zaczęli krzyczeć, że będą komary, Pat i Zayn zaczęli się kłócić kto śpi razem z Nat w domku. Niall, Li, Marchewka i ja zaczęliśmy się kłócić kto będzie prowadzić.  Później, jak jakimś cudem doszliśmy do porozumienia, zaczęliśmy się pakować i postanowiliśmy jechać jutro po południu olewając szkołę. W końcu Paul napisze nam usprawiedliwienie i koniec.  

 

sobota, 7 czerwca 2014

Rozdział 13

(perspektywa Jul)
  Siedzimy razem z Mandy, Mopem, Mopsem i Dropsem w parku dla psów. Oczywiście do parku wychodzimy okazjonalnie ale że chciałam pogadać o moich za kochanicach, więc jako pierwsza wyrwałam się żeby z nią iść. Faktem jest to że wszyscy się zdziwili bo żaden z tych psów nie był mój no ale sory. Ale nie tylko ja się zgłosiłam bo i zgłosił się Hazz (co chyba nie było zdziwieniem), no i kiedy Mandy wybrała mnie, a nie Stylesa to zostałam obrzucona morderczymi spojrzeniami pozostałych. Teraz jemy lody siedząc na ławce, a psy gdzieś tam latają. Tak więc czas zacząć rozmowę.
-Gramy w pytania. Ja zaczynam. Co czujesz do Hazzy?- wypaliłam 
-Okey. Spoko. Nic. Teraz ja. Co robił Niall w środę w twoim łóżku? 
-Spał. Ale na pewno nic nie czujesz? 
-Ta jasne spał. Tak nic do niego nie czuję. A ty co czujesz do Horana?
-Tak jasne nic. Weź wy tak razem słodko wyglądacie. Ja do Horana? ON MNIE NIE CHCE! 
-Ja i ta kupa? O  nie nie. I tak Horan cię chce, a ty go też chcesz. I niby kiedy ja z nim 'słodko' wygladałam? 
-Tak ty i 'ta kupa'. Horan mnie nie chce. Jak usnęłaś mu na ramieniu. Pat będzie nas chciała zeswatać prawda? 
-Horan cię chce. Kiedy ja mu usnęła ma ramieniu? I tak Patka-Swatka się tym zajmie więc nie bój się. 
-Horan mnie nie chce. Usnęłaś w limuzynie. Zabije Pat. 
-Horan cię chce i koniec kropka, kończymy temat bo i tak ja wygram. Wcale słodko z nim nie wyglądałam. Nie zdążysz zabić Pat bo Nat ją torturuje jeszcze za ten test. Kochasz Głodomora? 
-Tak słodko wyglądacie. Jaki test???? Tak
-TY POWIEDZIAŁAŚ TAAAAK!!!!!!
-Co nie nie nie nie zaplątałam się 
-AAAA kochasz Horana!!!!
-Nie kocham!!!!
-Kochasz!!!
-Nie!!!
-Tak!!!
-Nie!!!
-Tak!!!
-A ty kochasz Stylesa? 
-Tak!!! Co? Chwila. Nie!!
-AAA kochasz gooooooo!!!
-Nie!!!
-Tak!!!
-DOBRA STOP!!!- krzyknęła Mandy i ucichłyśmy po czym usiadłyśmy z powrotem bo z tych emocji skakałyśmy wokół ławki, a lody już roztapiały się na chodniku.
-To podoba ci się Loczek?- spytałam 
-Yyy... chyba nie. A tobie Horan?
-Trochę. Ale to i tak nie ważne bo on jest światowej klasy gwiazdą
(moja perspektywa)
  I właśnie tak w sekundę nasza kłótnia zamieniła się w dziwnie smutną rozmowę
-Ejj... to że nią jest nie znaczy że cię nie pokocha. A poza tym może i jestem głupia ale widzę jak Głodomor na ciebie patrzy, uśmiecha się jak ciebie widzi. No i nie można zapomnieć o tym że spaliście w jednym łóżku.
-Może masz rację?- powiedziała i na mnie spojrzała. W oczach miała łzy, bez namysłu przytuliłam ją. 
-Ej no skarbie nie rozklejaj się- powiedziałam i przeczesałam jej blond włosy
-Ale przyznaj się podoba ci się Loczek- powiedziała co mnie totalnie zbiło z tropu. Odsunęła się ode mnie po nieustającej ciszy i popatrzyła na mnie 
-No oczywiście że nie. Skąd ci to przyszło do głowy 
-Ja nie jestem głupia ale też jestem tak jak ty spostrzegawcza i widzę jak on na ciebie patrzy...
-No właśnie on na mnie, nie ja na niego- przerwałam jej 
-Ejjjj... rumienisz się!- krzyknęła 
-Nie prawda- zaprzeczyłam 
-Tak. On ci się podoba- powiedziała z szerokim uśmiechem i w ogóle nie było widać że płakała 
-Dobra chodźmy już- powiedziałam po czym zagwizdałam przywołując tym psiaki
-Idziemy do domu- powiedziałam do nich na co każdy tylko pomachał ogonem 
-Pewnie zmęczone- powiedziała Jul 
-Pewnie tak- powiedziałam i wzięłam 'Mamusię' pod ramię i ruszyłyśmy do domu 
(nadal moja perspektywa tylko już w domu)
  Ja, Lou, Li i Pat siedzimy u mnie w pokoju. W końcu trzeba wszytko ogarnąć i wymyślić plan. Z tego co wiem Nat, Zayn i Jul siedzą u niego w pokoju, a Marchewka, Loczek i Horan u niej. No tak każda z grup wymyśla plan gry. Tak wytoczyliśmy wojnę, ponieważ moja grupa chce żeby Jiall (Dżiall=Jul+Niall) byli razem, grupa Jul chce się zemścić na Pat, która jak wiadomo jest ze mną w grupie. A no i jest przecież trzecia grupa, która nie wie co się dzieje i będzie próbowała się dowiedzieć. 
-To jaki plan?- spytał Lou 
-Nie mam zielonego pojęcia- powiedziałam 
-Ej od środy mieliśmy czas aż do soboty czyli do dziś i nic nie mamy!- krzyknęła Pat
-Kto powiedział że nic nie mamy?- spytał Li. Popatrzyliśmy na niego i zobaczyliśmy zadziorny uśmiech 
-Masz?- spytałam 
-Oj tak- powiedział i zaczął nam go tłumaczyć.
(perspektywa Nat) 
  Siedzimy u Malika w pokoju i obmyślamy plan działania
-Wiecie mamy tak w sumie jakiegoś haka- powiedziała Jul 
-Jakiego?- spytał Zayn 
-A takiego że wy jesteście razem i tylko nasza trójka o tym wie- powiedziała z uśmieszkiem. Tak jestem z Malikiem od jakiś 24h. Spytał mnie kiedy oglądaliśmy Epokę lodowcową. I tak ogólnie to się zbliżyliśmy do siebie przez ten komisariat i przez 3 dni, które w szkole spędzałam praktycznie tylko z nim przez co Tadzik miał wąty że jest zaniedbany. Upsss... No i jakoś tak wyszło, że raz wyszliśmy sobie na spacerek zaczął padać deszcz, zaczęliśmy tańczyć (jako tako koślawo bo żadne z nas tańczyć nie umie czegoś takiego jak walc), a potem mnie pocałował. I no podobało mi się i teraz jestem z nim. Jestem jego drugą połową serca (tak powiedział). Szczerze? To się cieszę. W huj się cieszę. Naprawdę. Kocham go i żadna laska czy żaden facet tego nie zepsuje. 
-Nie będziemy naszego związku w to wplątywać- powiedziałam 
-Zgadzam się- powiedział mój skarb 
-Okey to jeśli mamy wojnę to muszę wykorzystać informacje, które mam od Amy- powiedziała z zamyśleniem 
-Co jakie informacje?- spytałam 
-MAM!!- krzyknęła Jul 
-Ale co?- spytałam. Oboje byliśmy nieco w szoku 
-Pułapkę na obydwie grupy
-Jeśli masz pułapkę to i plan- powiedziałam 
-A nasz plan to...
(perspektywa Domi) 
  -Dobra musimy od nich wyciągnąć te informacje- powiedziałam połykając kawałek pączka, który miałam w buzi
-A jak chcesz to zrobić?- spytał Niall jedząc pączka 
-Jeszcze nie wiem- powiedziałam 
-To może nic nie róbmy i czekajmy na ich ruchy- powiedział Harry 
-Tak i działajmy na spontana- powiedział Niall 
-No nie wiem- powiedziałam 
-No weź i tak prędzej czy później się o tym dowiemy więc lepiej teraz se pooglądać tą dramę- powiedział Harry 
-A jak będzie nasz ruch?- spytałam 
-To na spontana- powiedział Hazz 
-No.... 


**********
Okey widzę że was straciłam. Jednak. Przepraszam. Jestem do kitu blogerką. Wybaczcie mi. Może jeszcze wpadniecie zobaczyć co się tu u mnie dzieję. Choć wątpię. No zresztą to wasze życie możecie robić co chcecie. Ale mam nadzieję że jednak mnie nie zostawicie? :C Kasiu i Olu przepraszam. Wy pisałyście komy a ja was tak potraktowałam :C Wiem jestem podła. Ale może zmienicie zdanie i wpadniecie? Jeśli tak to wiedzcie że będę najszczęśliwsza na świecie :) Kocham was ♥

piątek, 30 maja 2014

Rozdział 12

(moja perspektywa)
  Właśnie się obudziłam. Oczywiście nie ze swojej woli. Z dołu słychać było krzyk Li, Pat i Nat. Dokładnie co krzyczeli nie wiem ale zaraz się dowiem. Wstałam z mojego kochanego łóżka. Zeszłam na dół po drodze spotykając Lou. W kuchni był istny chaos. Wszędzie walały się ziemniaki i jajka, był również potok mleka i herbaty. Nasze zwierzęta pałaszowały po kuchni wylizując co się da. Li i Nat się kłócili, a Pat próbowała ich uciszyć też krzycząc. Gdzie do jasnej cholery jest Jul?! Czemu jej nie ma jak jest potrzebna?! No czemu?! 
-Jak ty mogłeś. Co ty sobie w ogóle myślisz?!! CO?!!- darła się Nat 
-Ja?!! To był pomysł...- tu chciał dokończyć Li ale Nat mu przerwała 
-Gówno mnie to obchodzi czyj to był pomysł to ciebie widziałam!!!- krzyczała jeszcze głośniej Nat. Wspomniałam że jest około 5 nad ranem w środę?  Tak w ogóle to do domu wczoraj wróciliśmy około 23. Tamten dzień raczej zapamiętam na długo. Bardzo długo.Teraz dam taki spis wydarzeń:
1. Wrócenie ze szkoły o 12 bo była jakaś awaria
2. Spotkanie chłopaków z Lucasem 
3. Przeprosiny Pat 
4. 'Gra' w butelkę
5. Komisariat 
6. Powrót do domu (chyba to była 23 bo usnęłam i tak jak kiedyś ((kiedy miałam z 5 lat)) przeteleportowałam się z limuzyny do łóżka)
  -No przepraszam!!- też krzyczał ale już ciszej Li. Do kuchni weszła Jul w szlafroku oraz Zayn okryty kołdrą. Ale Jul, która teraz powinna być wkurzona i ich uciszyć to miała wielki uśmiech na ustach i była nieobecna. Po prostu usiadła na krześle i westchnęła. Czy ja o czymś nie wiem? Zayn nadal patrzył nie przytomnie na zaistniałą sytuację. Dobra Lou-Lou też nic nie robił więc ja muszę interweniować. 
-ALE CO SIĘ STAŁO DO JASNEJ CHOLERY!!!?- tu właśnie wydarłam się ja uciszając resztę
-Ten patafian grzebał w moich kosmetykach w mojej łazience- żaliła mi się Nat
-Że co robiłeś?- spytałam Liama
-Pat mi kazała. Powiedziała że Nat jest w ciąży z Zaynem i że test jest gdzieś w jej kosmetyczce- powiedział zdruzgotany. Kiedy Nat to usłyszała to zemdlała, a Zayn opierający się o framugę robił jakieś dziwne miny i wymachiwał rękami na wszystkie strony.
-Pat znów ty?- spytałam 
-No tak jakoś wyszło- powiedziała 
-Jakoś tak wyszło? Nelly zemdlała, a Zayn dostał parkinsona- powiedziałam z wyrzutem pokazując ręką na Malika
-Dobra nie ważne. Co w ogóle stało się z Jul?- spytała 
-Właśnie jakaś taka dziwna jest- powiedział Lou machając jej ręką przed twarzą
-Nie mam zielonego pojęcia. Najpierw weźmy Vive i Malika do salonu- powiedziałam po czym wzięłam za ramie Zayna i zaprowadziłam go do salonu, Lou wziął zwłoki Nat, a Pat i Li wzięli zadumaną Jul. Cała nasza czwórka (ja, Li, Lou i Pat) usiedliśmy na dywanie
-Dobra wiemy że Pat i Li chcieli się dowiedzieć czy Nat jest w ciąży z Malikiem ale czemu Jul jest no taka, taka dziwna- powiedział Lou 
-Nie wiem- powiedział Li 
-A może znajdziemy coś w jej pokoju?- zaproponowała Pat 
-Okey- powiedział Lou i wszyscy popędziliśmy do jej pokoju i to co tam zastaliśmy przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. W łóżku Jul spał Niall. NIALL. N I A L L. W jednym momencie zatrzymaliśmy się i wytrzeszczyliśmy oczy
-Co to jest do kurwy jasnej?- spytał Li 
-Czy oni ten teges...- zaczął Lou 
-Czy oni uprawiali sex?- Pat dodała odpowiednie słowa 
-Lou i Li ściągnijcie z niego kołdrę tak delikatnie- powiedziałam 
-CO?!- cicho krzyknęli 
-Gówno. Jeśli chcemy się dowiedzieć czy uprawiali sex (tu mnie zemdliło) to idźcie zobaczyć czy jest goły (tutaj znów mnie zemdliło)- powiedziałam, a Li i Lou na palcach podeszli do łóżka i delikatnie podnieśli kołdrę. Odetchnęli
-Ubrany- powiedział Lou i podszedł do mnie- Na szczęście- dodał 
-Ufff- Pat wypuściła powietrze 
-To co oni robili?- spytał Li 
-Nie wiem. Może lunatykował, Jul się podjarała bo go zobaczyła (awww zakochała się) i koniec historii- powiedziała Pat
-Spoko, spoko czyli teraz trzeba ich spiknąć- powiedziałam 
-Pat?- zwrócił się Lou 
-Patka- Swatka wraca do gry- powiedziała z dumą i uniesioną wysoko głową
-Ta skromność- zaśmiał się Lou, a Pat uderzyła go pięścią w bark 
-Ałć- sykną i zaczął pocierać bolące miejsce. Co jak co ale Pat to ma siłę
-Dobra to jaki plan?- spytałam 
-Teraz lepiej żebyśmy się ogarnęli bo ty jesteś w ciuchach z wczoraj, Nat nam zemdlała, Zayn ma parkinsona, a Jul no właśnie Jul jest wyłączona bo się zakochała- powiedział bardzo mądrze mój przyjaciel. Wszyscy poszliśmy do swoich pokoi. 
( nadal moja perspektywa tylko kilka minut później) 
  Siedziałam aktualnie w salonie. Li, Pat i Lou też już gotowi siedzieli koło mnie. Nat na szczęście już przytomna biegała po domu wykrzykując coś o bombie, Jul, która nadal jest z deczka rozkojarzona siedzi na fotelu, Zayn siedzi na podłodze i popija wodę, którą miał wypić po tym jak wziął tabletki na uspokojenie ale jednak nie wypił tej wody 10 minut temu więc pije ją teraz. Harry, Domcia i Niall, którzy zaszczycili nas swoją obecnością 5 minut temu siedzą na pufach i przyglądają nam się i myślą, że im coś powiemy. Nieoczekiwanie. 
-Dobra ludzie zbieramy się- powiedział Zayn, nagle zrywając się z podłogi o mało co nie wywalając się o dywan 
-Tak dobry pomysł- potwierdził Li i wszyscy zaczęliśmy się zbierać
-Jeszcze tylko 2 miesiące i wakacje- powiedziała Pat rozmarzona 
-Już nie mogę się doczekać!- krzyknęła Marchewka i wzięła mnie pod ramię. Na zewnątrz czekał na nas menadżer ze swoim auto-buso-coś tam. Jakby wczoraj nie mógł nim podjechać tylko wziął ze sobą limuzynę. Co za idiota. Ale go lubię. To znaczy nie znam go ale go lubię. 
-No nareszcie- powiedział i otworzył nam drzwi od buso-coś tam, a my szybko do niego wskoczyliśmy. Czy wspomniałam o tym że od kilku dni nieznane dziewczyny czasami nocują przed naszym domem, śledzą nas, spamują nam na tt i fb, portale społecznościowe po prostu huczą od naszych zdjęć i w ogóle? Nie?! To teraz wspominam. Kiedy wreszcie usiedliśmy Paul ruszył do szkoły. Oczywiście pod budynkiem szkoły tak jak i przed naszym domem roiło się od napalonych nastolatek (tak w sumie to wygląda tak jak napalone 6-cio latki w cyrku jarające się kolorowymi balonami i kucykami). Jeśli tak teraz ma wyglądać nasze życie to ja podziękuję i mojemu spokojowi krzyżyk na drogę. 


**********
A teraz PRZEPROSINY. Tak wiem miałam BA JA NAWET OBIECAŁAM dodać nowy rozdział tydzień temu ale nie miałam dostępu do kompa. Ale teraz postawiłam sobie cel że raz na 2 tyg dodam rozdział. To tyle papapapp kocham was ♥

czwartek, 15 maja 2014

Rozdział 11

(moja perspektywa)
  -Ale. Ja. Tego. Nie. Zrobiłam.- wysyczałam do tego patafiana w zdzirowatym stroju i jakimś chińskim hełmie na głowie. Tomcio stał pod ścianą i patrzył na moja poczynania natomiast Mark był już cały fioletowy ze złości
- Ej. Mark spokojnie. Wyluzuj. Wyglądasz ja te fioletowe winogrona- powiedziałam
-Czy ty nie rozumiesz że wszyscy z twoich znajomych mówią że to ty?!!! Czy ty jesteś jakaś nie kumata?!!!- krzyczał na mnie po raz 1000 w pół godziny. To jakiś rekord. 
-No jak widać mam coś kurwa z pamięcią- powiedziałam ,,łagodnym,, tonem
-Dobra weź wyjdź- powiedział zrezygnowany- Weź następną osobę- zwrócił się do Tomcia. I tak w sekrecie Tomcia wolę bardziej. Kiedy wyszłam z tego gabinetu śmierdzącego fasolą usiadłam jak najdalej od nich. Czyli krócej mój foch nadal się trzymał. Teraz weszła Julie, a żeby było sprawniej Tomcio wziął jako ostatniego Liama. Jak zauważyłam byłam tam tylko ja, Louis, Harry i Nat
-Reszta poszła po coś do picia- poinformowała mnie Nat, która pisała SMS. Wstałam i już miałam zrobić krok kiedy jakieś ciężkie coś (coś co okazało się być Louisem) przygniotło mnie do ziemi
-Louis!- krzyknęłam. Ten szybko pomógł mi wstać po czym przytulił z całej siły moje nogi
-Przepraszam, wiem jestem do dupy przyjacielem, wiem że nie chcesz mnie już za przyjaciela ale mi wybacz. Błaaagam!- krzyczał na cały głos przyciągając uwagę innych nie tyle krzykiem co tym że był cały zapłakany. No normalnie zachowuje się jakby zabił moje dziecko. Kątem oka widziałam resztę, którzy właśnie weszli na korytarz oraz Li i Jul wychodzących z gabinetów. Każdy z nich się na nas patrzył
-Emmm... nie przeszkadzam?- spytał Mark z miną ,,on zabił jej dziecko?,, (wow myśli o ty o czym ja) 
-Nie, nie zabił mi dziecka- poinformowałam go, a on odetchnął z ulgą 
-Dobra możecie iść ponieważ, ta tu blondynka powiedziała że jesteś upośledzona umysłowo, co potwierdzam w 100%, więc to cię usprawiedliwia. Ale zapisałem cię do psychologa tak na wszelki wypadek- powiedział Mark, a ja popatrzyłam na niego jak na idiotę, a potem popatrzyłam na Jul, którą miałam ochotę zabić
-Jasne spoko- powiedziałam i pociągłam Lou-Lou do wyjścia i kiedy miałam już wychodzić to zostałam oślepiona jakimś hujowym reflektorem
-No kurwa serio!- krzyknęłam poirytowana
-A co ty myślałaś? Że ci wszyscy ludzie nie skapnął się że One Direction pojechało na komisariat z pięcioma wariatkami, które mają różowe Hasacze zamiast mózgu?- spytał Harry jakby to było najoczywistszą rzeczą na świecie
-No...- nie dane było mi skończyć bo czarna limuzyna podjechała pod budynek, a z niego wyszedł Paul (ten ich menadżer)
-Co wy tu do jasnej cholery robicie?!- krzyczał na nas
-Spytaj Pat- powiedział Lou 
-Pat co zrobiłaś?- spytał 
-Nic to Mandy- powiedziała. No kurwa zaraz jej dojbe. Lou i Harry zauważyli moją złość więc jeden przytrzymał mnie z jednej strony, natomiast drugi z drugiej
-Spokojnie- mówił mi na ucho Hazz łaskocząc mój policzek tymi przeklętymi włosami. A wspomniałam że wszędzie mam łaskotki? Nie? To wspominam teraz. Zaczęłam powstrzymywać się od śmiechu co mi jako tako wychodziło
-Jak to ja? Przecież to ty latałaś w samym staniku po ulicy nie ja!- krzyknęłam 
-A kto mi to kazał zrobić?!- ona też krzyczała 
-Niall!!- tym razem wszyscy krzyknęli
-Taa? Ja myślałam że to ty- powiedziała 
-Serio myślałaś że to Mandy?- spytał Lou 
-No tak. Tylko ona ma takie zdzirowate pomysły- powiedziała 
-Czyli to ty kazałeś jej biegać po ulicy w staniku- spytał Tomcio 
-Taaaaa...- przeciągnął Niall
-Dobra my wam zapłacimy, a wy uciszycie sprawę. Jasne?- powiedział Paul 
-No dobrze- powiedział Mark i razem z Tomcio i Paulem poszli do gabinetu. Natomiast my magicznym cudem zostaliśmy przeteleportowani do limuzyny. Każdy usiadł, położył się lub skakał (nwm jakim cudem Niall to robił ale ok) w samochodzie. 
-To ten... PRZEPRASZAM WYBACZ!!- krzyknęła Żarówka i się na mnie rzuciła i zaczęła mnie mocno (bardzo mocno) przytulać. 
-No okey- powiedziałam. Tak nie potrafię się na nią długo fochać
-Jeeest. Wybaczyłaś mi. Kocham Cię- jeszcze raz mnie przytuliła i z wielkim bananem na twarzy usiadła koło Liama. Po około 10 min bezgranicznej ciszy menadżer naszych księżniczek wreszcie zaszczycił nas swoją obecnością
-To jedziemy odwieźć tą piątkę dziewczyn, a chłopaków zabieram- powiedział do kierowcy 
-No chyba nie!- krzyknął Tommo- Ja nigdzie z tobą nie jadę- powiedział stanowczo i mnie objął ramieniem
-Tak my jedziemy do nich. Przecież nic się takiego nie stało- usprawiedliwiał nas Li (szczęście że mamy jego)
-Dobra ale to ma się nigdy nie powtórzyć. Jasne?- oświadczył 
-Tak- powiedzieliśmy wszyscy równo.
-Mam pytanie- powiedziałam 
-Wal- odparł 
-Muszę chodzić do tego psychologa?- spytałam prosto z mostu 
-Nie, nie musisz- powiedział, a ja odetchnęłam. Jakoś tak po 2 min zrobiłam się odrobinę senna więc ułożyłam moją łepetynę na czyjeś ramię i odpłynęłam. 
(perspektywa Jul)
  Siedziałam koło Nialla, który przeglądał coś w telefonie
-Słodko razem wyglądają co nie- powiedziałam tym samym odciągając go od elektronicznego świata
-Kto?- spytała
-Litty- powiedziałam 
-Litty?- znów spytał 
-Liam+Patty=Litty 
-Aaaa... no uroczo- powiedział i spojrzał na mnie tymi słodkimi niebieskimi paczałkami, uśmiechnęłam się co odwzajemnił. Oj Jul zakochałaś się. I to po uszy. Poczułam jak robią mi się rumieńce więc automatycznie pochyliłam głowę na dół. Obróciłam głowę w lewą stronę gdzie siedziała Mandy i Harry. Obydwoje usnęli. Znów maga uroczo. Już sobie mnie i Horanka wyobrażam jako parę. Nie stop. Jul. Spokojnie. Znów ślepo się nie zakochasz. Rozum na to nie pozwoli, chociaż będzie musiał stoczyć walkę z rozgrzanym do 100% miłością sercem. Kiedy dojechaliśmy Li obudził Hazze, który jak zobaczył drobną fioletowłosą główkę na jego ramieniu uśmiechnął się. Ojć nieodwzajemniona miłość. Chyba. Bo tak naprawdę nie wiem czy Mandy podoba się Harry. Musze z nią pogadać. Styles wziął moją przyjaciółkę na ręce i zaniósł ją do jej pokoju, który o dziwo był otwarty. Później zaprowadziliśmy chłopaków do ich sypialni. Wiemy że jest wcześnie ale wszyscy są w huj wykończeni. 
(nadal perspektywa Jul tyle że 30 min później)
  Siedziałam na łóżku z laptopem na kolanach kiedy usłyszałam ciche pukanie do drzwi.
-Proszę- powiedziałam i odłożyłam urządzenie na bok. Do mojego pokoju wszedł Horanek.
-Hej nie przeszkadzam?- spytał 
-Nie jasne że nie- powiedziałam. Niall podszedł do łóżka i usiadł naprzeciwko mnie.
-Coś się stało?- spytałam z troską 
-No nie mogę spać- powiedział 
-Ojj...- powiedziałam i zachichotałam 
-To nie jest śmieszne- powiedział oburzony 
-Okey przepraszam. Ale do czego ja ci jestem teraz potrzebna?- spytałam 
-Masz pokój naprzeciwko mojego. Jest najbliżej więc postanowiłem przyjść do ciebie- powiedział z uśmiechem 
-Oglądamy Kac Vegas? Powinno teraz lecieć- powiedziałam 
-Serio leci dzisiaj? To super włączaj- powiedział z entuzjazmem. Po skończonym filmie usnęłam z jego głową na ramieniu. 

**********
WIELKIE PRZEPRASZAM ŻE NIE PISAŁAM ALE MAM COŚ NA SWOJE USPRAWIEDLIWIENIE A TYM CZYMŚ JEST NAUKA, OBOWIĄZKI, WYCIECZKA DO WARSZAWY, WYWIADÓWKA, KONKURSY. 
To tyle na moją obronę. Wiem rozdział rozczulający w huj ale są też jakieś (tak sądzę) atuty. Mam nadzieję że w jednym stopniu chociaż się spodoba. Postaram się rozdział dodać w następnym tygodniu ale nic nie obiecuję. PRZEPRASZAM ŻE TAK WAS ZAWODZĘ. KOCHAM WAS ♥

sobota, 26 kwietnia 2014

Rozdział 10

(moja perspektywa) 
 Są tylko przyjaciółmi... Tylko... TYLKO!! Oni mają być parą ja Amanda Monica Hughes im rozkazuję. Ja tu się staram, gadam z nimi, a oni mi się odwdzięczają tym że są tylko przyjaciółmi. Nosz kurde. A może Liam ma jakąś na boku? Ale tak to by nie był zazdrosny. A może Pat przytulała się z innym facetem, a wmawia nam że to Lucas? Ale w sumie reszta to widziała, a dziewczyny by się skapły że coś jest nie tak. No to jaki jest powód tego że nie są razem? Mam ochotę kogoś zajebać, a najbliżej jest mój kochany Lou-Lou, który jest już poturbowany. W sumie Harry też jest blisko na nim też mogę się wyżyć. 
-Ejj co robimy?- spytała Nat już zasypiając na ramieniu Malika, który też już odpływał. No tak już 4 raz oglądamy Toy Story
-Na pewno koniec bajek- powiedziała Jul i wyłączyła TV 
-To co teraz robimy?- spytał znudzony Malik 
-Nie wiem- powiedziała Pat 
-IDZIEMY DO WESOŁEGO MIASTECZKA!!- krzyknęłam 
-Kretynko jest 19!!- krzyknęła Jul 
-No i?
-No i to że jest późno i już będą zamykać- pouczała mnie 
-Do wesołego możemy iść jutro jak chcecie ale nie dzisiaj- powiedział Li
-Okey to może... b.u.t.e.l.k.a- przeliterowałam (kurde cud że się udało)
-Brawo Amy udało ci się!!- krzyknęła Domcia 
-Amy??- spytał Harry 
-No tak- odpowiedziała Nat 
-Ale Amy to inne imię niż Amanda- powiedział Niall 
-A tak Mandy opowiedz tą bardzo wzruszającą historię- powiedziała Nat 
-Okey to zaczęło się tuż po moich narodzinach. Rodzice nadali mi imię Amanda ale mojej babci się ono nie podobało bo chciała mnie nazwać Amy. I kiedy jadę do rodzinki jedni nazywają mnie Amy a inni Amanda. Proste. A jakbym była chłopcem to moje imię brzmiało by Aldek- powiedziałam moją historię
-Aldek? Jest w ogóle takie imię?- spytał Harry 
-Jeśli ja miałam je mieć to pewnie istnieje. Arabie na logikę sobie to weź- powiedziałam z miną ,,uwaga zabijam,, 
-Dobra, dobra co za emocje moi mili państwo ale czas na reklamy, a po nich B.U.T.E.L.K.A- zaczął komentować Niall 
-Idę po popcorn, Malik pomożesz mi- powiedziała Nat i wzięła Zayna za rękę (I oni nie będą razem. No błagam oni się do siebie kleją po prostu) 
-Pójdę po butelkę- powiedziała Jul 
-Harry, Liam, Niall, Lou odsuńcie stolik na bok, a ja z Pat weźmiemy stąd dywan- powiedziała Doma. Kiedy wszystko było gotowe usiedliśmy w kółku. Nat, Liam, Jul, Zayn, Doma, Harry, Ja, Lou, Pat i Niall
-To kto zaczyna?- spytała Marchewka 
-Ja- krzyknął Nialler 
-Za każdym razem jak będziemy grać nie pytajcie tylko dajcie mu ta butelkę- powiedziała Nelly. Niall zakręcił. Butelka się kręci, się kręci i wypada na Pat
-Pytanie czy wyzwanie?- pyta 
-Wyzwanie- powiedziała pewna siebie.
-Zdejmij bluzkę i biegaj tak po ulicy i krzycz ,,Liam, Liam tu jestem,, 5 min- powiedział, a my zaczęliśmy się śmiać jak obłąkani oprócz Li i Pat oczywiście. Ale nasza Żarówa jest odważna i poszła do przedpokoju ściągając po drodze bluzkę. Poszliśmy za nią. Pat oddała Mamusi bluzkę i wyszła na zewnątrz my razem z nią
-To zaczynamy- powiedziała do siebie i wybiegła z naszej posesji na ulicę
-Liam, Liam tu jestem. Liam, Liam tutaj!!- krzyczała biegając w kółko z jakieś  5 min kiedy zza rogu wyjechała... uwaga, uwaga... radiowóz policyjny i policja we własnej osobie. Pat kiedy ich zobaczyła pędem udała się do domu, szybko założyła bluzkę, Lou z Harrym zabarykadowali drzwi czym się dało, a ja z resztą udałam się do salonu. Kiedy Lou i Harry do nas doszli włączyliśmy byle jaki program i modliliśmy się żeby policja tego co Żarówa robiła nie wiedzieli. Chociaż fajnie by było...
Nie Mandy nie myśl, koniec, wyłącz się...
Nagle słyszymy nasz super słodki dzwonek, który robi ,,Hał, Hał,, nie serio trochę kosztował ale mniejsza o dźwięk dzwonka wszyscy wstaliśmy jak oparzeni
-Kto jest najstarszy?- spytała Jul 
-Po co ci wiek?- spytał Harry 
-Może dlatego że Mady tam nie puścimy...- i jeszcze coś tam gadała ale jakoś nie słyszałam bo odbarykadowałam drzwi i otworzyłam je na oścież witając jednocześnie dwóch policjantów ubranych w typowy angielski strój policyjny i oczywiście seksi hełmy
-Fajne czapki- powiedziałam i uśmiechnęłam się 
-Czy panna Julie Harrison?- spytał młodszy z nich na oko 36 lat
-Nie- powiedziałam z jeszcze większym bananem na twarzy 
-A wie pani gdzie można ją znaleźć?- spytał ten starszy ten to miał 50 na karku jak nic 
-Może- powiedziałam 
-Jak to może- spytał starszy 
-No bo widzisz Mark to nie takie proste- powiedziałam jednocześnie odczytując na plakietce Mark Pool (czy nie ma sklepu o podobnej nazwie?) 
-Jak to nie takie proste?- spytał ten młodszy o imieniu Tomek Bimbalski (no okey). 
-No tak no bo widzisz Tomek skąd mam wiedzieć że jesteście prawdziwi? A może się czegoś naćpałam i teraz mówię to nikogo, a moi przyjaciele myślą że oszalałam- wypowiedziałam mój mądry monolog i spojrzałam się na nich z miną ,,nie jestem łatwo wierna pingwiny jedne,, a oni na mnie ,,czy ty się dobrze czujesz?,, 
-Emm... dobry wieczór- powiedział nieśmiało głos za mną. Jul. 
-Dobry, czy któraś z was to Julie Harrison?- spytał Mark 
-Ehh... to ja, a o co chodzi?- spytała
-Dostaliśmy wezwanie że jakaś dziewczyna biegała po ulicy w samym staniku i podali pani dane- powiedział Tomek
-Ale to nie ja to ona!!!- krzyknęła Jul i pokazała palcem na Pat, która pokazała palcem na Liama, który pokazał na Nialla ten zaś na Nat, ta na Zayna, który pokazałam na Marchewkę, która pokazała na Lou ten pokazał na Hazze, a on na mnie (no serio wszystko przeciwko mnie)
-To kto biegał?- spytał Mark 
-Mandy- powiedzieli wszyscy chórem bezemnie ja powiedziałam Harry
-Która to?-  spytał Tomek. Wszyscy pokazali na mnie palcem 
-No serio?!- krzyknęłam 
-To ty biegałaś?- spytał Pool 
-Nie- powiedziałam 
-To kto?- Bimbalski się odezwał 
-Ta w niebieskich- powiedziałam oskarżycielsko. Oj mam na nich foch. I niech się do mnie nie odzywają
-Dobra chyba się nie dogadamy więc was wszystkich zabieramy- powiedział Mark Pool 
- Ale ci się zrymowało- powiedziałam znudzonym tonem i poszłam do radiowozu i usiadłam obok kierowcy, który zaraz doszedł 
-O nie siadasz z tyłu- powiedział Mark 
-O nie ja z nimi siedzieć nie będę- powiedziałam z wyrzutem i zapięłam pas 
-Ehhh... dobra siedź- powiedział i także usiadł w fotelu. Zaraz dołączyła do nas reszta z Tomkiem na czele. Jak zobaczyłam w lusterku za mną siedział Harry, obok niego Jul, a koło Jul Niall. Dalej Pat, Marchewka i Nat, a z tyłu Zayn, Liam, Lou. Wszyscy mieli posępne miny. Oho czyżby też mięli na mnie focha? Upss... byłam pierwsza. 
-Tomek zostań na patrol i powiedz sąsiadom że już wszytko pod kontrolą jak dojedziemy przyślę kogoś- powiedział i ruszył. W lusterku zobaczyłam Jul, która bawiła się kluczami, Nialla do niej przytulonego ze strachu, z tyłu dziewczyny trzęsły się jak galaretki. Zayn bawił się telefonem, Lou wyglądał przez okno, Liam chyba układał w głowie co powie kiedy dojedziemy na miejsce, natomiast Harry przyglądał mi się z czymś nie do odczytania w jego oczach (no bo ja za chętna do czytania to nie jestem, a co dopiero z oczu) co nie powiem skrępowało mnie (a nawet czułam że moje poliki oblewa rumieniec). Harry to chyba zauwarzył bo uśmiechną się ukazując dołeczki. No nie powiem że nie ładnie wygląda bo uroczo... Mandy stop! Co ty sobie myślisz że jakaś super gwiazda pop się w tobie zakocha? Nieoczekiwanie! Karciłam siebie w myślach i zaczęłam rozmyślać, a konkretnie o myszach i o tym że zostawiłyśmy zwierzęta bez opieki, chociaż same umiały się sobą zająć, nawet same na dwór wychodziły. Ale mniejsza. Pani Brook się nimi zaopiekuje. To nasza najmilsza sąsiadka, która kochała zwierzęta i sama zaglądała do nas i pytała czy może pomóc. Zwierzaki ją znały i polubiły więc nie było problemu. Dziewczyny zapewne zanim odjechałyśmy zostawiły klucze, którejś z nas pod wycieraczką aby Alice (tak miała na imię sąsiadka) mogła się do nas dostać. Miałyśmy do niej (jako jedynej miłej sąsiadki w okolicy) bezgraniczne zaufanie. I właśnie tak rozmyślając dojechaliśmy na posterunek. Pięknie. Ja zawsze muszę się w coś wpakować. Cholera. No ale wysiedliśmy. Harry chciał chyba dodać mi słowa otuchy ale go olałam i poszłam prosto nie czekając nawet na Marka, który mówił coś innemu policjantowi. Zapewne żeby pojechał po Tomka Bimbalskiego. Kiedy weszłam wszystko było w szarych kolorach. No tak Mandy i jej wyobraźnia umyśliła sobie kolorowe zwierzęta na ścianach koloru żółtego, różowy dywanik oraz różnokolorowe krzesła. Usiadłam na jednym z wielu niebieskich plastikowych krzeseł ustawionych pod ścianą i czekałam na Marka. Po jakiś pięciu minutach doszła reszta z policjantem, który kazał iść za sobą. No to zaczynamy szopkę. 


**********
Okey no to mamy kolejny rozdział. Trochę nudny wiem. Brak weny na ten rozdział. Upsss.... Tak w ogóle co do tego Mark Pool jest taki sklep? Bo mi się kojarzy że było coś takiego ale nie jestem pewna. Błagam napiszcie mi xD. Następny rozdział w drodze. zaczyna się coś dziać pomiędzy Harrym oraz Mandy *.* (jeśli macie pomysły na połączenie je w jedno jak Zerrie itp. to piszcie chętnie wykorzystam wasze pomysły) No to chyba tyle co mam Wam do przekazania. Do zoba ludzie ♥ Kocham Was 

Proszę o komy! Oraz dziękuję na uwagę!!

niedziela, 20 kwietnia 2014

Rozdział 9

(perspektywa Pat)
  Okey stoję już 10 min przed drzwiami pokoju Li. 
-Dobra kretynko idź i mu to wytłumacz- wyzywałam siebie w myślach. Chociaż czemu ja się w ogóle stresuje no? Ale teraz mniej myślenia. Patty działaj zapukaj w te cholerne drzwi. No i zapukałam i cisza ta cholerna, grobowa cisza. Jeszcze raz i cisza. Przyłożyłam ucho do drzwi żeby coś podsłuchać i cisza. Dobra skończyło się babci sranie. Nacisnęłam klamkę. Zamknięte.
-No kurwa Payne serio?!- krzyknęłam. Kopnęłam w drzwi ale zaraz się skuliłam bo byłam tylko w skarpetkach w misie. 
-Już wiem- powiedziałam do siebie i poszłam do pokoju obok, który przydzieliłyśmy Harry'emu, a że aktualnie był w salonie na luzie tam weszłam i podeszłam do drzwi balkonowych. Jeśli myślicie o tym co chce zrobić... brawo za inteligencję. Wyszłam na mały balkonik i podeszłam do barierki z boku. Odmierzyłam ile jest od jednego balkonu do drugiego. ,,Mało,, pomyślałam i zwinnie przeskoczyłam i złapałam się barierki od balkonu Liama. ,,Prościzna,, powiedziałam sobie w myślach i podeszłam drzwi balkonowych. Problem w tym że jestem taka głupia i nie pomyślałam nad tym że te drzwi też są zamknięte. Spojrzałam w okno z nadzieją że coś zobaczę. No i zobaczyłam. Pokój z oliwkowymi ścianami i ciemnymi meblami, brakiem żywej duszy, telewizorem, Brakiem Żywej Duszy, różne zdjęcia i BRAK ŻYWEJ DUSZY. Pewnie jest w łazience, tak na pewno. Zaczęłam pukać w szybę z nadzieją że ktoś czyli Liam przyjdzie i mi otworzy. Tylko dlaczego był nie sory jest smutny że przytuliłam jakiegoś chłopaka? Może jest zazdrosny? Nie Pat czemu niby taka gwiazda jak Liam Payne miałby być zazdrosny o ciebie? A może jednak? Przecież Mandy mówiła że uśmiecha się kiedy mnie widzi... i że nie widzę tego co on robi. Oj Patka Swatka dała wielką plamę. W zawiązku z tym że nikt mi nie otwierał usiadłam po turecku na kafelkach i oparłam się o drzwi balkonowe. A może oni sobie ze mnie jaja robią i jak powiem Liamowi o tym wszystkim to oni to nakręcą ukrytą kamerą i wrzucą na YT? Nie to że coś do NIEGO czuję... no dobra coś do niego czuje ale mniejsza. Ale jeśli on do mnie tego nie czuje? 
-Kurwa!!- krzyknęła kiedy ktoś otworzył drzwi balkonowe a ja upadłam 
-Żarówa S.E.R.I.O!!!- krzyknęła Doma. Za nią stała Mandy, Mop, Mops oraz Drops. 
-Co wu tu robicie?- spytałam wstając
-Mop, Mops i Drops nas przyprowadzili. A tak poza tym mogłabym zadać to samo pytanie tobie. Czy przypadkiem nie miałaś pogadać z Paynem?- zaczeła Mandy 
-No tak ale nie otwierał drzwi i były one zamknięte... chwila jak wy tutaj się dostałyście do cholery!?- krzyknełam 
-Mamy takie coś jak zapasowy klucz. A tak w ogóle to po nic siedziałaś bo Liam poszedł do kuchni kiedy ty prawdopodobnie włamywałaś się na jego balkon- powiedziała Doma, która nie tak jak Mandy ma ochotę mnie za to co zrobiłam zabić. 
-Co!?- spytałam 
-Gówno! Lepiej idź do niego bo jak nie to pamiętaj. Wiem. Gdzie. Mieszkasz- odpowiedziała złowrogim głosem Mandy i wyszła z pokoju
-To się wpakowałaś- powiedziałam Doma 
-To gdzie jest Liam?- spytałam w ogóle nie przejmując się tym co wcześniej powiedziała 
-W KUCHNI!!! PAT OBUDŹ SIĘ!!- krzyknęła 
-Okey dobra nie drzyj się i idź się pieprz- powiedziałam
-Nie mam z kim
-Proponuje Louisa- powiedziałam i zostawiłam oszołomioną Marchewkę. Zbiegłam na dół. Wszyscy wiedzą już chyba o co chodzi bo się na mnie patrzyli z otuchą, no oprócz Mandy ona mnie zabiłam wzrokiem. Z poszanowaniem pokazałam jej środkowego palca i weszłam do kuchni. Przy blacie (jak się oczywiście spodziewałam) siedział przybity Liam. Podeszłam powoli i usiadłam obok.
-Ej Liam- zaczęłam kiedy mi bezczelnie przerwano 
-Jeśli jesteś Mandy, Nat, Jul, Marchewką, Harrym, Louisem, Zaynem lub Niallem spadaj- powiedział 
-O Pat nie było mowy czyli mogę zostać- powiedziałam z uśmiechem 
-Patty?- spytał Liam i uniósł lekko głowę 
-No tam mi na imię- powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam 
-Nie spodziewałem się ciebie
-Czemu?
-No sam nie wiem- powiedział i się zarumienił (Ooł coraz bardziej mi się podoba to nie dobrze bardzo nie dobrze)
-Yyy... tak... przyszłam... ci wytłumaczyć tą sprawę z tym chłopakiem... (tutaj właśnie tutaj Liam tak zacisnął zęby że masakra)... bo to jest ten... yyy... mój kuzyn... Lucas- powiedziałam jąkając się (o nie dobrze zaczęłam się jąkać to bardzo źle wróży), a Liam popatrzył na mnie z wielkim zdziwieniem 
-Kuzyn?
-Kuzyn
-Twój kuzyn?
-Mój kuzyn 
-Lucas?
-Lucas 
-O ja pierdole. Zrobiłem z siebie kretyna
-Oj zrobiłeś- ojć nie zdążyłam się ugryźć w język- Ale no skąd mogłeś wiedzieć- powiedziałam szybko
-Ta w sumie racja nie wiedziałem
-No to co idziemy do reszty?- spytałam z wielką nadzieją żeby uniknąć dalszej konwersacji 
-Tak ale jedno pytanie 
-Okey wal 
-Podobam ci się?
-Skąd pytanie 
-Bo dowiedziałem się tego od ciebie, a nie od kogo innego 
-Ta... yyy- nie zdążyłam nic powiedzieć bo mnie przytulił 
-A zresztą mniejsza- powiedział wstając i ciągnąc mnie do salonu oszołomioną
-O no nareszcie i co tam- powiedział Lou uśmiechając się 
-Nic już wiem że to jej kuzyn 
-I nadal jesteście przyjaciółmi?- spytał Harry 
-A niby kim my mamy być?- odpowiedział 
-Pa...- zaczął Lou ale Mandy się na niego rzuciła 
-Dobra mniejsza, nieważne to co oglądamy Toy Story? No pewnie że tak o paczcie właśnie się zaczął...- nawijała Nat 
-To oglądamy- krzyknęłam ,,budząc się,,. Usiadłam razem z Li na podłodze obok bijących się Mandy i Lou. Reszta dziwnie się na nas patrzyła, a ja już chyba wiem dlaczego.

*********
Okey mamy kolejny rozdział Li i Pat. A mam prośbę i zadanie dla was. Połączcie te dwa imiona żeby wiecie powstało takie jedno np. Laniell itp. W rozdziale zaczyna się wątek miłosny Li i Pat. Mam nadzieję że się podoba. I jak tam wam mijają święta? Przygotowani na lany poniedziałek? Ale już w środę szkoła :C 100% uczniów jest z tego powodu niezadowolone. No ale pozdrawiam ♥ Kocham Was ♥

...Proszę o komy to dla mnie ważne...

piątek, 11 kwietnia 2014

Rozdział 8

♥TEN ROZDZIAŁ DEDYKUJĘ DLA ALEKSANDRY DRĄŻKIEWICZ♥ (I JESTEŚ SUPER CZYTELNICZKĄ)


*2 miechy później*
(moja perspektywa)
  No to już dwa miesiące minęły odkąd poznałyśmy ,,gwiazdeczki,, i dość dużo się zmieniło. Są naszymi przyjaciółmi. Jak się ich trochę pozna to są strasznie natrętni. Wszędzie za nami łażą, raz to mnie Niall do ubikacji zaprowadził bo bał się że mnie ośmiornica zje (coś mi się wydaje że on to się o mnie nie martwił tylko chciał zjeść tą ośmiornicę. Jeśli ona wgl istnieje oczywiście). A teraz w skrócie co się u nas działo. 
  A więc (nie zaczyna się zdania od ,,A więc,, ty fioletowo-włosa wywłoko. Ta kocham mój zajebisty głosik w mojej główce), Lou jest moim przyjacielem (tak wierzę w przyjaźń damsko-męską) i cały czas mnie przedrzeźnia, więc kończy się to wojną lub wyzwiskami od obu stron. Z tego co mi się zwierzał (tak zwierzamy się sobie) zakochał się w mojej Domi za co dostał poufną informację że jeśli mój Pomidorek przyjdzie z małymi pomidorkami koktajlowymi w brzuchu to może się pożegnać z życiem. Raz Niall zjadł Pat Zozole za co dostał spory ochrzan od Jul na co on zrobił minę zbitego pieska. Ale to był na szczęście tylko jeden raz i już się pyta i nawet sam się z nią (że z Pat) dzieli więc przyjaciele Forever, a fochy to na 5 min. Jul przyjaźni się z Harrym, któremu raz przypierdoliłam drzwiami od lodówki (upss...). Domcia przyjaźni się z Zaynem i daje mu nieźle w kość ale wytrzymuje. Natomiast Liam wytrzymuje z Nat i jej ptakiem. Tak ogólnie mamy sporo zwierząt: 
-żółta papuga Kurczaczek jest Nat 
-pies Mop i wiewiórka Daisy są Domci 
-szczurki Pinki i Mózg przygarnęła Jul kiedy byłyśmy w CH w sklepie zoologicznym
-chomik Spiderman jest Pat 
-oraz pieski Mops i Drops są moje. Raz Niall miał wąty bo myślał że Mop, Mops i Drops to są te same psy, a nie są. Mops i Mop są całe czarne, a Drops ma białe skarpetki. Jak można ich nie odróżnić. Wystarczy zawołać po imieniu i odpowiedni przyjdzie. Fakt Logik. 
Chłopacy kiedy tylko mogą przychodzą do nas i nawet nie pukają tylko normalnie sobie wchodzą. Pewnego ślicznego poranka czyli równe 2 tygodnie temu schodzę po schodach żeby dojść do zacnej kuchni, a w salonie siedzi te 5 przygłupów i oglądają zdjęcia sióstr Kardashian-Dupiaszian (czy jak one tam mają) no myślałam że tam zaraz wybuchnę no... za jakie grzechy. Co do ich fanek niektóre nas lubią, a niektóre nie. Na Twitterze przybyło mi kilka tysięcy follow od nieznanych mi osób ale nie daje im f-back bo po co. Ja ich nie znam one mnie nie znają i jest dobrze niech tak zostaje. Ale nadal zadziwiające jest to że muszą chodzić do szkoły. Ja rozumiem kiedy byliby młodsi no ale w takim wieku? No ale jak to Pat określiła uwaga cytuje  ,,A co ty myślisz fioleto-włosa że tylko kilka lat jest ci potrzebnych żeby się nauczyć matematyki? No chyba cię coś jebło w łonie matki że ty taka tępa się urodziłaś i to tydzień przed terminem. Na to potrzebne jest całe życie. Ale i tak nie będę się jej uczyć i dostanę 2 na koniec ale to i tak duże osiągnięcie jak na mnie,, Tak wiem dość długi wywód ale nachlana była jak miałyśmy babski wieczór z chłopakami. Tak wbili na na babski wieczorek. Super nie ma co...
   A właśnie teraz siedzę z Lou-Lou na kanapie z ciastkami, marchewkami oraz pepsi i oglądamy na Animal Planet program o małpach (coś w sam raz dla nas), reszta gdzieś wybyła oprócz Zayna i Nialla, którzy siedzą na górze. Ale nie mam zielonego pojęcia gdzie są tamci bo  te dwa matoły nie chcą mi powiedzieć. Nie no foch. 
-Jak myślisz gdzie reszta?- spytałam Louisa
-A skąd mam wiedzieć. Pewnie siedzą wszyscy razem na huśtawce i straszą dzieci
-Okey...- powiedziałam i miała coś mówić dalej kiedy do salonu wparował Li. Usiadł obok nas i tępo patrzył się w ścianę. 
-Ej co ci?- spytał Lou.
-...
-Hej Li co jest?- tym razem to ja i znów ta cisza. Więc wypróbowałam sposobu który zawsze działa. Stanęłam przed nim, złapałam go za ramiona (wiem jak to dziwnie brzmi zboczuszki) i zaczęłam nim trząść
-PAYN CO Z TOBĄ ŻYJESZ CZY ZOMBI JESTEŚ?!!- krzyczałam, a Lou siedział obok i patrzył na (jak się okazało) zerowe rezultaty. 
-Tomlinson wypad na górę- powiedziałam 
-Ale...
-Spierdalaj na górę albo ci pomogę 
-Okey już idę- powiedział i wziął marchewki i poszedł do Malika i Horana 
-Ej Li co się stało, powiedz- usiadłam obok skamieniałego Payna i lekko go szturchnęłam w ramię 
-Chcesz mi powiedzieć czy siedzimy w ciszy i oglądamy program jak rodzą się małe małpki?- spytałam i szczerze miałam nadzieję że wybierze 1 opcję
-Ehh...- usłyszałam tylko 
-Okey wiem już że żyjesz to może jakieś wskazówki. Czy chodzi o dziewczynę?- kiwnął głowę 
-Czy to Patty?- znów kiwną głową, ta kto by się nie spodziewał że to moja doga przyjaciółka
-Co ona znów zrobiła?- spytałam 
-Przytulała się z jakimś lalusiem- powiedział załamanym głosem 
-Co?!- krzyknęła ale zaraz się uciszyłam z powodu że ktoś może zejść na dół
-Ale co się konkretnie stało?- spytałam 
-Byliśmy w parku na lodach i nagle pojawił się ten laluś- powiedział i wstał po czym poszedł na górę. Przydzieliłyśmy im pokoje gościnne bo czasami zostawali na noc. Około 5 minut po opuszczeniu salonu przez Payna usłyszałam trzask drzwi frontowych. Z wielkim impetem i zerową gracją jednocześnie wstałam opatulona kocem i poszłam (czyt. skakałam bo nie mogłam się wywinąć z koca) do kuchni gdzie poszła 5 przybyszy. 
-Patty Martina Hunt do mojego pokoju TERAZ!!- krzyknęłam i zrobiłam nacisk na słowo teraz. Wszyscy w kuchni zrobili zdziwione miny 
-No co się lampicie? Pat musimy pogadać... TERAZ!!- znów krzyknęłam żeby to do niej dotarło. I chyba mi się udało bo grzecznie poszła na górę, a ja za nią już na szczęście bez koca. 
Weszłyśmy do pokoju usiadłyśmy na łóżku. No to zaczynamy.
-Kto to był?- spytałam i myślałam że skumała 
-Kto?
-No ten laluś, z którym rzekomo się  przytulałaś- powiedziałam 
-Skąd wiesz że się z kimś przytulałam?
-Mam swoich informatorów- powiedziałam pewna siebie 
-Okey... ale osoba co ci to powiedziała na 100% nie zna Lucasa- powiedziała z miną ,,to był któryś z gwiazdeczek prawda,,
-Lucas był tu!- krzyknęłam 
-Tak
-O kurwa to się nie dziwie że Payne się załamał- powiedział i przywaliłam wielkiego Face Palma
-Ha to Liam ci to powiedział!- krzyknęła Pat i pokazała na mnie palcem 
-Jak coś nie jestem Liam więc nie pokazuj na mnie palcem, a po drugie jesteś jakaś głupia czy co? Chcesz zeswatać Nat i Zayna, a nie widzisz że Liam jak tylko cię zobaczy to się uśmiecha- krzyknęłam 
-Że Liam co?- spytała spokojnie 
-Idź lepiej wytłumacz Li że był to twój psychicznie niedorozwinięty kuzyn- powiedziałam i wypchnęłam Pat za drzwi pokoju. Lucas. Fuu to o rok młodsze dziecko się we mnie podkochiwało (widać że się za nim Pat stęskniła bo by go nie przytuliła tylko te lody na łeb mu dała). Nieprzyjemny dreszcz przeszedł po moim ciele. Zeszłam na dół do reszty i jak się okazało małpia mama urodziła 2 dziewczynki i 1 chłopca. 


**********
Witam :D
Oto nowy rozdział. Kara mi się skończyła więc luzik. Rozdział trochę kijowy wiem ale może w 1/100 się spodoba. A więc rozkręca się wątek miłosny o Pat i Li (awww... *.*). Droga Aleksandro jeśli jeszcze raz powiesz że jesteś kijową czytelniczką to osobiście ci obiecuje że pojadę do ciebie (gdziekolwiek mieszkasz) w moim kombajnie to znaczy nie moim bo nie mam ale skądś ukradnę i przypierdole ci łopatą. Tak moje groźby zawsze spoko. I pamiętaj że kocham i Ciebie i Kasię ♥.♥ loffki 


Proszę o Komy! ♥ 


wtorek, 8 kwietnia 2014

PRZEPRASZAM :C

PRZEPRASZAM ŻE NIE DODAWAŁAM ROZDZIAŁÓW ALE MAM KARĘ (O ZGROZO) ALE JUŻ MAMA SIĘ DZIŚ UGIĘŁA I PISZĘ WAM TĄ NOTKĘ. ROZDZIAŁ PISZĘ CZĘŚCIAMI, A PONIEWAŻ MUSZĘ ZROBIĆ PROJEKT Z POMOCĄ INTERNETU TO ROZDZIAŁ (MAM NADZIEJĘ) POJAWI SIĘ WKRÓTCE. JESZCZE RAZ  PRZEPRASZAM PRZEPRASZAM I PRZEPRASZAM POPRAWIĘ SIĘ OBIECUJE :C

niedziela, 16 marca 2014

Rozdział 7


 ♥TEN ROZDZIAŁ DEDYKUJĘ DLA KSI PAKUŁY♥ (nwm czy dobrze odmieniłam, a może to się nie odmienia?)

(perspektywa Domy) 
  Obejrzeliśmy zdjęcia i to wszystko. Podsumowując Zayn turlał się po podłodze, Liam wyjebał się (ze śmiechu) kiedy się dowiedział o sex-shopie, a my po prostu staliśmy i patrzyliśmy na nich jak na idiotów (którymi oczywiście są) 
- Dobra Zayn już wyczyściłeś nam podłogę. Wielkie dzięki no ale bez przesady wstawaj- powiedziałam załamanym głosem. Zayn powstał na baczność o mało co nie przywalając głową o blat, a Liam siedział i opanowywał swój nagły napad śmiechu.
-Dobra która jest?- spytałam 
-Około 14 a co?- spytał Lou
-Yyy... no przydało by się coś zjeść. Chyba nie będziemy głodować- powiedziałam z wyczuwalnym sarkazmem 
-Okey to kto robi obiadek- spytał Harry 
-Nikt zamówię pizze, zważając na to że tylko my nie śpimy- podsumowałam na jednym wydechu. Kiedy usłyszeliśmy piski z salonu. Weszliśmy do salonu, a tam Niall stał na stoliku i piszczał, a Jul robiła to samo tylko że na fotelu (bez skojarzeń proszę).
-Co się stało- spytał Liam 
-Niall mówi że jest tu gdzieś mysz- pisnęła Jul 
-A on skąd to wiem?- spytałam 
-Powiedział mi- powiedziała 
-Słuchaj Nialla on ci prawdę powie- powiedziałam zrezygnowana i usiadłam na kanapie 
-Dobra ja się obudziliście to trzeba więcej pizzy zamówić- powiedział Lou, a Niall natychmiast zszedł ze stlolika i ku naszemu (wielkiemu) zdziwieniu ze schodów spadła nam również Pat.
-CZY JA SŁYSZAŁAM SŁOWO PIZZA!!- krzyczała 
-Tak ale nie dla ciebie- powiedziałam i wyciągnęłam telefon 
-Nie błagam nie rób mi tego. BŁAGAM!!- darła mi się do ucha. Coś mi się zdaje że zraz wpadnie tu Nat, która będzie chciała zabić Pat że krzyczy i Mandy okryta w kołdrę. I wicie co miałam rację. Nat wpadła do salonu z miną mordercy, a Mandy chyba za bardzo nie wiem co się dzieje bo usiadła na podłodze i zaczęła się turlać. Ale wracając do ważniejszych spraw Nat podduszała Pat poduszką, a Zayn i Liam próbowali ją odciągnąć, Lou usiadł koło mnie i włączył TV i zaczął oglądać Mini-Mini, a zaraz dołączył się do niego Harry, Niall skakał wokół całego salonu krzycząc ,,PIZZA, PIZZA,, a Jul nadal stoi z przerażoną miną na fotelu i nie ogarnia co się wokół niej dzieje. 
-Okey to dzwonimy po tą pizze czy nie?- spytałam, a wszyscy momentalnie ucichli 
-Dzwoń- powiedział Liam i podniósł Pat z podłogi to samo zrobił Zayn z Nat. Mandy przestała się turlać i usiadła na dywanie przed TV, Jul usiadła na fotelu z podkulonymi nogami, a Niall usiadł koło Mandy. 
*jakiś czas potem*
(z mojej perspektywy) 
  Siedzieliśmy wszyscy w salonie i jedliśmy pizze. Oczywiście nie obyło się bez rzucania przeze mnie oliwkami, których nienawidzę. Jak można jeść oliwki one są fuuu. Niall i Pat kłócili się o MÓJ kawałek pizzy, który w końcu oddałam Mopsowi (mojemu kochanemu buldogowi który był u sąsiadki i przyszedł gdzieś 5 min wcześniej). Pat i Niall zrobili obrażone miny i jedli dalej w ciszy co mnie jednak zaniepokoiło bo żeby zamknąć buzię Pat to po prostu jakiś cud. Po tak zwanym konsumowaniu posiłku (jak to debilnie brzmi) chłopacy musieli już iść. Szczerze szkoda znam ich 2 dni, a już w pewnym sensie się przywiązałam. No ale czas na przytulaski, które kocham. Przytuliłam Liama, Zayna, Nialla, Louisa, który na początku nie chciał mnie puścić (okey) i o dziwno Harry'ego. 
-To do jutra- powiedział Liam i wyszli 
-Paaaaaaa- darłyśmy się z nimi kiedy odjeżdżali busem. Kiedy zniknęli z naszego pola widzenia poszłyśmy do salonu. I było tu jakoś tak dziwnie.
-Ehh... terzeba ten syf posprzątać- powiedziała Jul. A my pouciekałyśmy 
-No serio!!- krzyknęła zdenerwowana ,,Mama,,- Mandy, Pat, Nat i Doma do salonu marsz!- krzyknęła, a my posłusznie przyszłyśmy
-No co tak stoicie sprzątamy już- zaczęłyśmy sprzątać syf, który zrobiliśmy. Właśnie oni powinni nam pomóc w sprzątaniu. 
*jakiś czas później* 
(nadal moja perspektywa) 
  Wycieńczone usiadłyśmy w salonie i włączyłyśmy TV na ,,Różowe lata 70,,. Nie rozumiem ludzi, którzy chociaż nie widzieli oceniają że jest głupi. Ja tam z dziewczynami go uwielbiamy, a że jeszcze był maraton to siedziałyśmy tak do godziny 22. Ja z Pat poszłyśmy jeszcze do kuchni coś zjeść, a Jul, Nat i Doma poszły już spać. No tak jutro ta przejebana szkoła, ale przynajmniej poirytuje trochę faceta od w-f i będę skakać wokół niego jak królik. Cóż za potworny plan. -Huehuehuehuehuehue- zaczęłam się śmiać moim bardzo złym śmiechem
-Co ty robisz?- spytała zdezorientowana Pat
-Cóż miałam się śmiać w myślach, ale jakoś zaczęłam się śmiać na głos- powiedziałam i wyszłam z moimi kanapkami na górę, gdzie już czekał Mops. Usiadłam koło niego i zaczęliśmy wcinać. Około 1 w nocy (oj rano nie wstanę) poszłam spać.


**********
Oto nowy rozdział. Denny wiem ale następny będzie ,,2 miechy później,, łohohoh. 
Dziękuję za komentarz on naprawdę mnie podniósł na duchu. To do następnego :D

  
Tak wyglądałam w ten weekend. Leniuch ze mnie. 

środa, 12 marca 2014

:C

Hej!
 Widzę że nikt tego bloga nie czyta i brak weny dlatego postanowiłam zawiesić bloga.  
Dziękuję za te wszystkie wyświetlenia.
Jeśli znów powróci mi wena to na pewno znów napiszę nowy rozdział :)
♥Ama♥

piątek, 7 marca 2014

Rozdział 6

(moja perspektywa)
  Siedzimy właśnie w salonie i gramy w chińczyka (i oczywiście ja wygrywam). Daisy siedzi czy leży w włosach Harry'ego. Lou wpierdolił razem z Domcią wszystkie marchewki, a ja siedzę i wpieprzam słonecznik. Przez 2 godziny dowiedziałam się bardzo interesujących rzeczy jak to że Harry lubi chodzić nago i  wielbi kotki, a Lou kocha gołębie które nazywa Keviny.
-Wygrałam!!- krzyknęłam i uniosłam ręce do góry 
-Ale jak to?!- spytał Harry który zaraz po mnie był bardzo wciągnięty w grę
-To było pewne że wygra. Ona zawsze w to wygrywa, a ja nie znam zasad- podsumowała Marchewka 
-Jak można nie znać zasad do chińczyka- spytał Lou z dziwnym wyrazem twarzy 
-A widzisz można!!!- krzyknęłam i zaczęłam tańczyć taniec wygranej 
-Oj Hazzuś nie martw się jeszcze z nią wygrasz- powiedział Louis i przytulił Harry'ego. Nagle (tak bardzo nie spodziewanie) do domu wkroczyła nasza zagubiona 6. Z tego co zobaczyłam Liam i Jul podtrzymywali Nialla, Nat niosła swoje szpilki w jednej ręce a drugą trzymała swoją głowę, Zayn i Pat podpierają się o siebie. Wszyscy poszliśmy do kuchni żeby nasza zagubiona szósta się ogarnęła. Jak już się napili wody i wzięli Aspirynę Niall poszedł chyba spać na kanapie, a Jul poszła za nim. Nat i Pat poszły do pokojów zapewne się przebrać i ogarnąć co się działo. Zayn siedział przygarbiony przy stole, a Liam stał koło nas z załamaną miną. 
-Taa... wiecie co ja chyba idę na górę- powiedziałam i wyszłam z kuchni w salonie zobaczyłam śpiącego Nialla przykrytego kocem, a na fotelu usypiała Jul. Weszłam po schodach, a potem do pokoju i walnęłam się na moje kochane łoże, okryłam się moją sweet pościelą i no usnęłam...
(perspektywa Domy) 
  Mandy poszła do pokoju (jak zgaduje spać), Jul i Niall śpią w salonie, Pat i Nat poszły do pokojów, a ja, Louis, Harry, Liam i Zayn siedzimy w kuchni przy stole i też już padamy na twarze. 
-To co się działo u was- spytała Liam, ponieważ Zayn już był w tak zwanej ,,krainie Morfeusza,, (tak szczerze to nawet nie wiem kto to ten Morfeusz jest) 
-Wejdź na internet a wszystkiego się dowiesz. A tak przy okazji ja obudziłam się w szafie i przypierdoliłam Louisowi drzwiami, Mandy spała w namiocie, a Harry spał na ,,wyspie,, kuchennej- powiedziałam i zrobiła cudzysłów w powietrzu
-A przykryty był tym- powiedział Lou i wyciągnął fartuszek z widomym wzorem 
-O LOL- powiedział Liam 
-No to co oglądamy po raz drugi zdjęcia?- spytałam reszty 
-Tak!!- krzyknęli że aż się Zayn obudził. I tak właśnie ja poszłam do salonu po laptopa prawie nie wywalając się na twarz. Wróciłam do kuchni i zaczęliśmy oglądać te supcio zdjęcia i filmy.

**********
 Przepraszam że krótki ale następny postaram się dłuższy, a poza tym brak weny :C
Ale mam nadzieję że ten rozdział jakoś wam się spodoba.

Proszę o Komy! ♥

sobota, 22 lutego 2014

Rozdział 5

(z mojej pijanej perspektywy)
  Szczerze nie mam pojęcia ile wypiłam ale na pewno dużo. Wiem że na samym początku wypiłam dwa kieliszki wódki co wywołało zdumione wyrazy twarzy tego no Henryka, Herberta, Hadziuka (ten z ,,Ranczo,,) He-e-Z-Ze... ZENON! Właśnie ten w peruce z lat 90 miał Zenon, a ten drugi to ten on miał Ludwik, Leon hmm... chwila już coś mi świta no tak JÓZEK! No to na twarzach Zenona i Józka malowało się wielkie zdziwienie ale potem też razem z czerwonowłosą Baśką wypili po dwa kieliszki. A teraz siedzimy w czwórkę przy stoliku i opowiadamy czego się  najbardziej boimy. Zenon boi się Lorda Voldemorta, Józek boi się bułki tartej, Baśka boi się sama wszędzie chodzić, a ja boję się Buki z Muminków.
-Ej chodźcie ze mną siku bo samej się boję- powiedziała Basieńka. Wszyscy popatrzyli na nią współczującym wzrokiem, a Józio tak gwałtownie wstał z krzesła że prawie się przewrócił gdyby nie Zenon.
-Okey chodźmy. Już. Teraz- powiedział i czekał aż my wstaniemy. Przechodziliśmy przez salon i co tam się działo! Matt i Tadzik bili się mieczami świetlnymi, jakiś kolo latał po domu w stroju kaczki, Jul lała piwem Martina bo ten zabrał całą paczkę chrupek więc wnioskuję że JEJ zabrał i przez to się Jul wkurzyła, Pat grała w butelkę z ludkami, Nat tańczyła na stole (okey nie wnikam), a Zayn ją kamerował (WTF?!), Liam przemawiał do pijanego Nialla i Dominica którzy turlali się po podłodze, wzrokiem odnalazłam Meg która słuchała jakiegoś pana ubranego za Hot-Doga, a Han lizała się z jakimś koleszką, jeszcze inni grali w Monopol czyli robili wszystko czego dusza zapragnie. Weszliśmy na korytarz gdzie były drzwi do ubikacji dla gości wtedy ja stanęłam i zagrodziłam im przejście
-My we dwie damy sobie radę- powiedziałam i otworzyłam drzwi  od ubikacji 
-Nie nie dacie my pomożemy- powiedział Zenon 
-No chyba cię pojebało- powiedziałam 
-Nie nie pojebało mnie- odpowiedział. Popatrzałam na niego zdziwionym wzrokiem, a ten na mnie wzrokiem pedofila
-Chyba jednak damy!- krzyknęłam i wepchnęłam Baśkę do środka i zamknęłam drzwi na klucz
-Elżunia- powiedziała Baśka 
-Do kogo ty teraz pierdolisz?- spytałam i wtedy też zrozumiałam że nie wiem jak ja mam na imię 
-No do ciebie Elżuniu- powiedziała 
-Ja mam na imię Elżunia?- spytałam 
-Hmmm... tak- odpowiedziała mi Basia 
-Oł. Okey no to co chcesz Basiu?- spytałam 
-Ja mam na imię Basia? A nie przypadkiem Renata?- spytała 
-Yyy... nie. Ty masz na imię Baśka- odpowiedziałam na oczywiste pytanie
-Aha to fajnie- odpowiedziała 
-No to w końcu powiesz mi co miałaś mi powiedzieć?- spytałam już trochę zdenerwowana 
-A tak! Już mi się nie chce siku- powiedziała, a ja podeszłam do szafki nad umywalką i zaczęłam w nią walić głową. 
-Nie rób tak Elżuniu bo główka będzie cię boleć- powiedziała Baśka i odciągnęła mnie za włosy do tyłu
-Ał!!!- wrzasnęłam 
-Ciiiii... bo nas kosmici wykryją- powiedziała szeptem. Ja tylko pokazałam kciuk w górę i na palcach podeszłam do drzwi lekko przekręciłam klucz i uchyliłam drzwi, które zaraz zostały z takim impetem otworzone że odrzuciło mnie do tyłu, a do łazienki wparował Zenon i Józek.
-Jak my się o was baliśmy- powiedział ten w peruce co chyba w cyrku pracował jako klaun. Ta ale mniejsza. Więc obie wyszłyśmy z ubikacji, a za nami Klaun i taki kolo w paski to chyba Marynarz jest. 
-Dobra mniejsza idziemy się zabawić, a nie będziemy tu sterczeć!- krzyknęła Basia i dołączyliśmy się w wir imprezy.
*rano następnego dnia*
(moja bardzo skacowana perspektywa)
  O MAMUSIU! JAK MNIE GŁOWA NAPIERDALA! Tak przy okazji to gdzie ja jestem? Albo nie wolę nie wiedzieć ponieważ ja zawsze budzę się w bardzo dziwnych miejscach. No ale trzeba zobaczyć gdzie się usnęło tym razem.Okey otwieram oczęta 1...2...3... OTWIERAM i co? I gunwo bo wszędzie jest żółto (?) przepraszam ale gdzie ja kurwa jestem (brzydko się wyrażając). Dobra mniejsza ogarniam teren i co wszędzie ŻÓŁTO. Dopiero po chwili skapłam się że na jednaj ze ścian (?) jest zasówak. Odpięłam go i co zobaczyłam? (coś dużo tu znaków zapytania) 
Ogródek! Ale chwila to nie jest ogródek Han tylko nasz! Jak ja się tu znalazłam i to jeszcze (jak odkryłam) w namiocie? I gdzie reszta? Dobra Mandy mniej myśl więcej działaj czyli idziemy się napić i wziąć Aspirynę bo UMRĘ! Dobra weszłam już do salonu, który (o dziwo) nie był cały w bałaganie. Poszłam do kuchni, a tam na ,,wyspie,, kuchennej spał Harry przykryty no tak jakby fartuszkiem z kobiecą sylwetką w koronkowej bieliźnie! Właśnie miałam budzić Harry'ego gdy ...
(w tym samym czasie perspektywa skacowanej Domy)
  O JA PIERDOLE! CO JA KURWA WCZORAJ ROBIŁAM (bardzo brzydko się wyrażając) DOBRA MNIEJSZA MUSZĘ ASPIRYNY TERAZ! Ale na początku muszę się zorjętować gdzie ja w ogóle do jasnej ciasnej jestem! No otworzyłam moje paczadełka i co widzę hmmm... a no tak ciemność aczkolwiek jest tu bardzo dużo miejsca! Przyjrzałam się bardziej i zgaduję że jestem w szafie! Tak na 100% jestem w szafie.  Otworzyłam drzwiczki kiedy usłyszałam jak ktoś no tak jakby szepnął 
-Ałłł...- szybko wyszłam z szafy żeby zobaczyć komu przypierniczyłam. Miałam wielka nadzieję że to będzie Mandy ale niestety był to Louis leżący na podłodze i trzymający się za głowę 
-Oj przepraszam- wychrypiałam 
-Spoko zdarza się- powiedział, a ja mu pomogłam wstać. Wtedy spostrzegłam też że nie jesteśmy w domu Han tylko naszym w pokoju gościnnym. 
-Emm... wiesz gdzie reszta?- spytałam 
-Nie wiem, nic nie pamiętam- powiedział 
-Oł to może chodźmy do kuchni- powiedziałam 
-Ależ to genialny pomysł- powiedział z wyczuwalnym sarkazmem. Nie pozostawałam dłużna 
-Oj Louis co ci się źle spało na podłodze? A nie chwila dla ciebie to norma- odpyskowałam i zeszłam na dół, a za mną ten palant. Weszliśmy do kuchni, a tam Harry śpiący na ,,wyspie,, kuchennej okryty fartuszkiem z kobiecą sylwetką w bieliźnie, a jakby jeszcze tego było mało Mandy stała i patrzyła na niego wzrokiem mówiącym ,,Przepraszam ale kurwa niech ktoś mi wytłumaczy co tu się kurwa dzieje,,
-Yyy... Mandy co ty robisz?- spytałam 
-Co? A nie nic- powiedziała i wyszczerzyła się 
-On śpi?- spytał Lou 
-Nie kurwa liże się z blatem- powiedziała szeptem Mandy 
-Dobra mniejsza co ON robi ja chce Aspiryny T.E.R.A.Z- powiedziałam po czym sięgnęłam do apteczki i wzięłam jeszcze butelki z wodą i dałam każdemu
-A co z nim?- spytałam 
-Hmm... STYLES WSTAWAJ MAMY PROSTOWNICĘ!!-zaczął krzyczeć Louis, a ja myślałam że mi zaraz głowa wybuchnie nosz przecież to nie działa tak od razu. Ale poskutkowało przynajmniej. Harry trochę się przestraszył i zleciał z tej ,,wysepki,, ale żyje. Też wypił Aspirynę. Kiedy nasza czwórka siedziała w salonie już w miarę przytomni spytałam: 
-Ej przydałoby się dowiedzieć co my wczoraj robili co nie?- spytałam, a reszta mi przytaknęła 
-No więc wszyscy łapiemy za telefony, aparaty a potem jeszcze sprawdzimy komputer bo mogę się założyć że i tam znajdą się jakieś wspaniałe zdjęcia- powiedziała Mandy
(z mojej perspektywy)
  Dobra wszyscy mieli już telefony i oglądaliśmy zdjęcia. Ja oczywiście jako pierwsza zaczęłam komentować: 
-Hmm... tańczę z Hot-Dogiem cza-cze, słitki z Tadzikiem, Domą, Jul, Pat, Li i Mattem, Harry razem z Louisem trzymają się za dupy i tańczą jakieś chińskie tańce,  Ja i Dominic bawimy się w wróżki i inne mało znaczące zdjęcia. A u was?
-No to ja mam: Harry tańczy z Louisem, Mandy strasząca  Louisa bułką tartą???? Yyy... Mandy porozmawiamy sobie na osobności. Dalej Harry wymieniający ślinę z jakąś wytapetowaną lalunią, Tadzik całujący dmuchaną lalkę, a potem ją gdzieś zabiera nie wnikam. Niall i Dominic skaczą wokół Liama i no chyba coś śpiewają i Pat jedzącą żelki oraz Nat która chce zabić Martina butem. Koniec.
-Ja mam jak biorę ślub z marchewką, Mandy i Dominic bawiący się w wróżki,  Niall goni Pat która ma żelki, które próbuje jej wyrwać Jul oraz Liam patrzący na ich z politowaniem. I tak przy okazji HARRY EDWARD STYLES ZDRADZASZ MNIE!- krzyknął Louis
-Edward? Edward ze Zmierzchu? O EM DŻI zamień mnie w wampira!- krzyknęłam, a Marchewka przejechała sobie ręką po twarzy  
-Mniejsza Harry co ty masz gadaj- powiedziała Doma 
-No to ja mam zdjęcie Mandy tańczącą z Hot-Dogiem, Mandy z 2 innymi kolesiami, Nat tańcząca na stole? Aha okey. Emm... i jeszcze jak Zayn chce się bić z sąsiadem 
-Co?!- spytaliśmy równo 
-No tak mówię wam beka na całego- zaczął się śmieć, a my obejrzeliśmy zdjęcia Zayna i sąsiada i też zaczęliśmy tam turlać się ze śmiechu. Kiedy się ogarnęliśmy pobiegłam do pokoju wziąć laptopa, a Marchewka razem z pacanami ogląda zdjęcia na aparacie
-No i co jakieś nowe zdjęcia?- spytałam schodząc na dół 
-Nie. Wszystkie te same tylko bardziej szczegółowe, a i jest jeszcze samojebka Zayna i tego sąsiada- odpowiedziała mi Doma 
-Aha. No to co mam wpisać żebyście moje księżniczki kochane mi wyskoczyły?- spytałam 
-Może wpisz One Direction News?- odpowiedziała zamyślona Marchewka. Wpisałam i weszłam w pierwszy lepszy link
-No to wpadliśmy!- powiedziałam z przejęciem- no bo jest tu baaaaaaarzdo dużo zdjęć i kilka filmików, zastanawiają się kim my jesteśmy, gdzie reszta naszego grona i ochrona. Zdjęcia przedstawiają nas jak kłócimy się z starszą panią która goni nas z laską, Harry i Marchewka tańczą GANGNAM STYLE na środku ulic i jakiś pan który się na nich drze, idziemy do Sex-Shop i właśnie stamtąd jest ten fartuszek- tu wszyscy spojrzeli na fartuszek z bardzo interesującym wzorem który leżał na ziemi- kontynuując Harry paradował w tym fartuszku i tańczył ze mną Makarenę, Marchewka i Lou leżą NA krzakach i coś śpiewają lub krzyczą, Lou obmacuje znak, Harry klęczy i chyba płacze, Doma drze się na niego (na Lou), a ja patrze na was jak na idiotów, a filmiki to patrzcie puszczam- skończyłam swój monolog i puściłam 1 z kilku filmików, a reszta przysunęła się do mnie bliżej. Na 1 filmiku całą czwórką śpiewamy ,,Monster High,, i do tego tańczymy, na 2 filmiku Lou oświadcza się Marchewce i daje jej ,,pierścionek lizak,, inaczej ,,smoczek,, a ta go zdzieliła przez łeb na co on zrobił minkę zbitego psa, 3 filmik był jak ja udawałam Spider-Mana, Doma Supermena, a chłopacy Smerfy. 
-To żeś my się popisali- powiedziałam 
-Ty mi się oświadczyłeś?- spytała nadal zdziwiona Doma 
-Yyy... z tego filmiku wynika że tak- odpowiedział Harry za Louisa, a Doma wstała
-O bosze ty idioto, ty mi się oświadczyłeś, a nawet parą nie jesteśmy. Z kim ja żyje, a no tak z idiotami!!- krzyczała Doma, a potem usiadła ze zrezygnowaną twarzą i wzrokiem ,,Tracę Wiarę W Ludzi,,
-No ale jesteśmy żywi przynajmniej i nas policja nie złapała- powiedział z wyszczerzem Louis 
-Oj my nie ciekawe jak reszta- powiedziałam
-Ale przyznajcie szekszi ten fartuszek co kupiłem- powiedział Harry, a wszyscy popatrzeliśmy na niego jak na kosmitę. I tak właśnie chyba patrzeliśmy się na niego z kilka minut, a potem gadaliśmy. Odkryliśmy też Louis ma w włosach bułkę tartą, Harry ma podpalone niektóre loczki, Doma ma dwie dziurki w uchu nad główną dziurką, a ja mam na nadgarstku małe czarne serduszko. I tak właśnie gadając czekaliśmy na pozostałych.



**********
Witam :D 
A więc mamy nowy rozdział tak jak obiecywałam dłuższy ale później dodany.
Mam nadzieję że się podoba. Pisałam go 2 dni i wreszcie skończyłam. Nie mogłam wcześniej ponieważ miałam bardzo dużo nauki. Następny rozdział też postaram się dodać dłuższy taki jak mniej więcej ten.  Tak przy okazji dzisiaj prawie dostałam drzwiami od łazienki które tata otwierał i była bym teraz ze złamanym nosem czy cusik. Jak byłam na dworze ludzie myśleli że się naćpałam z jedną z BFF (druga nie mogła wyjść, a trzecia miała kare :C) i trzema przyjaciółmi ponieważ ja darłam się na Karoline, dwóch kłóciło się o jakieś dziwne rzeczy, a kolejny (niestety nie mogę podać imion tych idiotów ♥) śpiewał piosenki i mówił do każdej pani że jest Hardcorem lub Spider-Manem. No to chyba wszystko :D Bay i do następnego.
  
A TUTAJ HARRY KTÓRY BYŁ PSI-PSI  xD (sory musiałam)


A TU HARRY BIEGNIE W MARATONIE ♥

 (hahahaha gratulacje dla autora tego zdjęcia)

Bardzo proszę komentujcie ♥