czwartek, 15 maja 2014

Rozdział 11

(moja perspektywa)
  -Ale. Ja. Tego. Nie. Zrobiłam.- wysyczałam do tego patafiana w zdzirowatym stroju i jakimś chińskim hełmie na głowie. Tomcio stał pod ścianą i patrzył na moja poczynania natomiast Mark był już cały fioletowy ze złości
- Ej. Mark spokojnie. Wyluzuj. Wyglądasz ja te fioletowe winogrona- powiedziałam
-Czy ty nie rozumiesz że wszyscy z twoich znajomych mówią że to ty?!!! Czy ty jesteś jakaś nie kumata?!!!- krzyczał na mnie po raz 1000 w pół godziny. To jakiś rekord. 
-No jak widać mam coś kurwa z pamięcią- powiedziałam ,,łagodnym,, tonem
-Dobra weź wyjdź- powiedział zrezygnowany- Weź następną osobę- zwrócił się do Tomcia. I tak w sekrecie Tomcia wolę bardziej. Kiedy wyszłam z tego gabinetu śmierdzącego fasolą usiadłam jak najdalej od nich. Czyli krócej mój foch nadal się trzymał. Teraz weszła Julie, a żeby było sprawniej Tomcio wziął jako ostatniego Liama. Jak zauważyłam byłam tam tylko ja, Louis, Harry i Nat
-Reszta poszła po coś do picia- poinformowała mnie Nat, która pisała SMS. Wstałam i już miałam zrobić krok kiedy jakieś ciężkie coś (coś co okazało się być Louisem) przygniotło mnie do ziemi
-Louis!- krzyknęłam. Ten szybko pomógł mi wstać po czym przytulił z całej siły moje nogi
-Przepraszam, wiem jestem do dupy przyjacielem, wiem że nie chcesz mnie już za przyjaciela ale mi wybacz. Błaaagam!- krzyczał na cały głos przyciągając uwagę innych nie tyle krzykiem co tym że był cały zapłakany. No normalnie zachowuje się jakby zabił moje dziecko. Kątem oka widziałam resztę, którzy właśnie weszli na korytarz oraz Li i Jul wychodzących z gabinetów. Każdy z nich się na nas patrzył
-Emmm... nie przeszkadzam?- spytał Mark z miną ,,on zabił jej dziecko?,, (wow myśli o ty o czym ja) 
-Nie, nie zabił mi dziecka- poinformowałam go, a on odetchnął z ulgą 
-Dobra możecie iść ponieważ, ta tu blondynka powiedziała że jesteś upośledzona umysłowo, co potwierdzam w 100%, więc to cię usprawiedliwia. Ale zapisałem cię do psychologa tak na wszelki wypadek- powiedział Mark, a ja popatrzyłam na niego jak na idiotę, a potem popatrzyłam na Jul, którą miałam ochotę zabić
-Jasne spoko- powiedziałam i pociągłam Lou-Lou do wyjścia i kiedy miałam już wychodzić to zostałam oślepiona jakimś hujowym reflektorem
-No kurwa serio!- krzyknęłam poirytowana
-A co ty myślałaś? Że ci wszyscy ludzie nie skapnął się że One Direction pojechało na komisariat z pięcioma wariatkami, które mają różowe Hasacze zamiast mózgu?- spytał Harry jakby to było najoczywistszą rzeczą na świecie
-No...- nie dane było mi skończyć bo czarna limuzyna podjechała pod budynek, a z niego wyszedł Paul (ten ich menadżer)
-Co wy tu do jasnej cholery robicie?!- krzyczał na nas
-Spytaj Pat- powiedział Lou 
-Pat co zrobiłaś?- spytał 
-Nic to Mandy- powiedziała. No kurwa zaraz jej dojbe. Lou i Harry zauważyli moją złość więc jeden przytrzymał mnie z jednej strony, natomiast drugi z drugiej
-Spokojnie- mówił mi na ucho Hazz łaskocząc mój policzek tymi przeklętymi włosami. A wspomniałam że wszędzie mam łaskotki? Nie? To wspominam teraz. Zaczęłam powstrzymywać się od śmiechu co mi jako tako wychodziło
-Jak to ja? Przecież to ty latałaś w samym staniku po ulicy nie ja!- krzyknęłam 
-A kto mi to kazał zrobić?!- ona też krzyczała 
-Niall!!- tym razem wszyscy krzyknęli
-Taa? Ja myślałam że to ty- powiedziała 
-Serio myślałaś że to Mandy?- spytał Lou 
-No tak. Tylko ona ma takie zdzirowate pomysły- powiedziała 
-Czyli to ty kazałeś jej biegać po ulicy w staniku- spytał Tomcio 
-Taaaaa...- przeciągnął Niall
-Dobra my wam zapłacimy, a wy uciszycie sprawę. Jasne?- powiedział Paul 
-No dobrze- powiedział Mark i razem z Tomcio i Paulem poszli do gabinetu. Natomiast my magicznym cudem zostaliśmy przeteleportowani do limuzyny. Każdy usiadł, położył się lub skakał (nwm jakim cudem Niall to robił ale ok) w samochodzie. 
-To ten... PRZEPRASZAM WYBACZ!!- krzyknęła Żarówka i się na mnie rzuciła i zaczęła mnie mocno (bardzo mocno) przytulać. 
-No okey- powiedziałam. Tak nie potrafię się na nią długo fochać
-Jeeest. Wybaczyłaś mi. Kocham Cię- jeszcze raz mnie przytuliła i z wielkim bananem na twarzy usiadła koło Liama. Po około 10 min bezgranicznej ciszy menadżer naszych księżniczek wreszcie zaszczycił nas swoją obecnością
-To jedziemy odwieźć tą piątkę dziewczyn, a chłopaków zabieram- powiedział do kierowcy 
-No chyba nie!- krzyknął Tommo- Ja nigdzie z tobą nie jadę- powiedział stanowczo i mnie objął ramieniem
-Tak my jedziemy do nich. Przecież nic się takiego nie stało- usprawiedliwiał nas Li (szczęście że mamy jego)
-Dobra ale to ma się nigdy nie powtórzyć. Jasne?- oświadczył 
-Tak- powiedzieliśmy wszyscy równo.
-Mam pytanie- powiedziałam 
-Wal- odparł 
-Muszę chodzić do tego psychologa?- spytałam prosto z mostu 
-Nie, nie musisz- powiedział, a ja odetchnęłam. Jakoś tak po 2 min zrobiłam się odrobinę senna więc ułożyłam moją łepetynę na czyjeś ramię i odpłynęłam. 
(perspektywa Jul)
  Siedziałam koło Nialla, który przeglądał coś w telefonie
-Słodko razem wyglądają co nie- powiedziałam tym samym odciągając go od elektronicznego świata
-Kto?- spytała
-Litty- powiedziałam 
-Litty?- znów spytał 
-Liam+Patty=Litty 
-Aaaa... no uroczo- powiedział i spojrzał na mnie tymi słodkimi niebieskimi paczałkami, uśmiechnęłam się co odwzajemnił. Oj Jul zakochałaś się. I to po uszy. Poczułam jak robią mi się rumieńce więc automatycznie pochyliłam głowę na dół. Obróciłam głowę w lewą stronę gdzie siedziała Mandy i Harry. Obydwoje usnęli. Znów maga uroczo. Już sobie mnie i Horanka wyobrażam jako parę. Nie stop. Jul. Spokojnie. Znów ślepo się nie zakochasz. Rozum na to nie pozwoli, chociaż będzie musiał stoczyć walkę z rozgrzanym do 100% miłością sercem. Kiedy dojechaliśmy Li obudził Hazze, który jak zobaczył drobną fioletowłosą główkę na jego ramieniu uśmiechnął się. Ojć nieodwzajemniona miłość. Chyba. Bo tak naprawdę nie wiem czy Mandy podoba się Harry. Musze z nią pogadać. Styles wziął moją przyjaciółkę na ręce i zaniósł ją do jej pokoju, który o dziwo był otwarty. Później zaprowadziliśmy chłopaków do ich sypialni. Wiemy że jest wcześnie ale wszyscy są w huj wykończeni. 
(nadal perspektywa Jul tyle że 30 min później)
  Siedziałam na łóżku z laptopem na kolanach kiedy usłyszałam ciche pukanie do drzwi.
-Proszę- powiedziałam i odłożyłam urządzenie na bok. Do mojego pokoju wszedł Horanek.
-Hej nie przeszkadzam?- spytał 
-Nie jasne że nie- powiedziałam. Niall podszedł do łóżka i usiadł naprzeciwko mnie.
-Coś się stało?- spytałam z troską 
-No nie mogę spać- powiedział 
-Ojj...- powiedziałam i zachichotałam 
-To nie jest śmieszne- powiedział oburzony 
-Okey przepraszam. Ale do czego ja ci jestem teraz potrzebna?- spytałam 
-Masz pokój naprzeciwko mojego. Jest najbliżej więc postanowiłem przyjść do ciebie- powiedział z uśmiechem 
-Oglądamy Kac Vegas? Powinno teraz lecieć- powiedziałam 
-Serio leci dzisiaj? To super włączaj- powiedział z entuzjazmem. Po skończonym filmie usnęłam z jego głową na ramieniu. 

**********
WIELKIE PRZEPRASZAM ŻE NIE PISAŁAM ALE MAM COŚ NA SWOJE USPRAWIEDLIWIENIE A TYM CZYMŚ JEST NAUKA, OBOWIĄZKI, WYCIECZKA DO WARSZAWY, WYWIADÓWKA, KONKURSY. 
To tyle na moją obronę. Wiem rozdział rozczulający w huj ale są też jakieś (tak sądzę) atuty. Mam nadzieję że w jednym stopniu chociaż się spodoba. Postaram się rozdział dodać w następnym tygodniu ale nic nie obiecuję. PRZEPRASZAM ŻE TAK WAS ZAWODZĘ. KOCHAM WAS ♥

1 komentarz: