sobota, 26 kwietnia 2014

Rozdział 10

(moja perspektywa) 
 Są tylko przyjaciółmi... Tylko... TYLKO!! Oni mają być parą ja Amanda Monica Hughes im rozkazuję. Ja tu się staram, gadam z nimi, a oni mi się odwdzięczają tym że są tylko przyjaciółmi. Nosz kurde. A może Liam ma jakąś na boku? Ale tak to by nie był zazdrosny. A może Pat przytulała się z innym facetem, a wmawia nam że to Lucas? Ale w sumie reszta to widziała, a dziewczyny by się skapły że coś jest nie tak. No to jaki jest powód tego że nie są razem? Mam ochotę kogoś zajebać, a najbliżej jest mój kochany Lou-Lou, który jest już poturbowany. W sumie Harry też jest blisko na nim też mogę się wyżyć. 
-Ejj co robimy?- spytała Nat już zasypiając na ramieniu Malika, który też już odpływał. No tak już 4 raz oglądamy Toy Story
-Na pewno koniec bajek- powiedziała Jul i wyłączyła TV 
-To co teraz robimy?- spytał znudzony Malik 
-Nie wiem- powiedziała Pat 
-IDZIEMY DO WESOŁEGO MIASTECZKA!!- krzyknęłam 
-Kretynko jest 19!!- krzyknęła Jul 
-No i?
-No i to że jest późno i już będą zamykać- pouczała mnie 
-Do wesołego możemy iść jutro jak chcecie ale nie dzisiaj- powiedział Li
-Okey to może... b.u.t.e.l.k.a- przeliterowałam (kurde cud że się udało)
-Brawo Amy udało ci się!!- krzyknęła Domcia 
-Amy??- spytał Harry 
-No tak- odpowiedziała Nat 
-Ale Amy to inne imię niż Amanda- powiedział Niall 
-A tak Mandy opowiedz tą bardzo wzruszającą historię- powiedziała Nat 
-Okey to zaczęło się tuż po moich narodzinach. Rodzice nadali mi imię Amanda ale mojej babci się ono nie podobało bo chciała mnie nazwać Amy. I kiedy jadę do rodzinki jedni nazywają mnie Amy a inni Amanda. Proste. A jakbym była chłopcem to moje imię brzmiało by Aldek- powiedziałam moją historię
-Aldek? Jest w ogóle takie imię?- spytał Harry 
-Jeśli ja miałam je mieć to pewnie istnieje. Arabie na logikę sobie to weź- powiedziałam z miną ,,uwaga zabijam,, 
-Dobra, dobra co za emocje moi mili państwo ale czas na reklamy, a po nich B.U.T.E.L.K.A- zaczął komentować Niall 
-Idę po popcorn, Malik pomożesz mi- powiedziała Nat i wzięła Zayna za rękę (I oni nie będą razem. No błagam oni się do siebie kleją po prostu) 
-Pójdę po butelkę- powiedziała Jul 
-Harry, Liam, Niall, Lou odsuńcie stolik na bok, a ja z Pat weźmiemy stąd dywan- powiedziała Doma. Kiedy wszystko było gotowe usiedliśmy w kółku. Nat, Liam, Jul, Zayn, Doma, Harry, Ja, Lou, Pat i Niall
-To kto zaczyna?- spytała Marchewka 
-Ja- krzyknął Nialler 
-Za każdym razem jak będziemy grać nie pytajcie tylko dajcie mu ta butelkę- powiedziała Nelly. Niall zakręcił. Butelka się kręci, się kręci i wypada na Pat
-Pytanie czy wyzwanie?- pyta 
-Wyzwanie- powiedziała pewna siebie.
-Zdejmij bluzkę i biegaj tak po ulicy i krzycz ,,Liam, Liam tu jestem,, 5 min- powiedział, a my zaczęliśmy się śmiać jak obłąkani oprócz Li i Pat oczywiście. Ale nasza Żarówa jest odważna i poszła do przedpokoju ściągając po drodze bluzkę. Poszliśmy za nią. Pat oddała Mamusi bluzkę i wyszła na zewnątrz my razem z nią
-To zaczynamy- powiedziała do siebie i wybiegła z naszej posesji na ulicę
-Liam, Liam tu jestem. Liam, Liam tutaj!!- krzyczała biegając w kółko z jakieś  5 min kiedy zza rogu wyjechała... uwaga, uwaga... radiowóz policyjny i policja we własnej osobie. Pat kiedy ich zobaczyła pędem udała się do domu, szybko założyła bluzkę, Lou z Harrym zabarykadowali drzwi czym się dało, a ja z resztą udałam się do salonu. Kiedy Lou i Harry do nas doszli włączyliśmy byle jaki program i modliliśmy się żeby policja tego co Żarówa robiła nie wiedzieli. Chociaż fajnie by było...
Nie Mandy nie myśl, koniec, wyłącz się...
Nagle słyszymy nasz super słodki dzwonek, który robi ,,Hał, Hał,, nie serio trochę kosztował ale mniejsza o dźwięk dzwonka wszyscy wstaliśmy jak oparzeni
-Kto jest najstarszy?- spytała Jul 
-Po co ci wiek?- spytał Harry 
-Może dlatego że Mady tam nie puścimy...- i jeszcze coś tam gadała ale jakoś nie słyszałam bo odbarykadowałam drzwi i otworzyłam je na oścież witając jednocześnie dwóch policjantów ubranych w typowy angielski strój policyjny i oczywiście seksi hełmy
-Fajne czapki- powiedziałam i uśmiechnęłam się 
-Czy panna Julie Harrison?- spytał młodszy z nich na oko 36 lat
-Nie- powiedziałam z jeszcze większym bananem na twarzy 
-A wie pani gdzie można ją znaleźć?- spytał ten starszy ten to miał 50 na karku jak nic 
-Może- powiedziałam 
-Jak to może- spytał starszy 
-No bo widzisz Mark to nie takie proste- powiedziałam jednocześnie odczytując na plakietce Mark Pool (czy nie ma sklepu o podobnej nazwie?) 
-Jak to nie takie proste?- spytał ten młodszy o imieniu Tomek Bimbalski (no okey). 
-No tak no bo widzisz Tomek skąd mam wiedzieć że jesteście prawdziwi? A może się czegoś naćpałam i teraz mówię to nikogo, a moi przyjaciele myślą że oszalałam- wypowiedziałam mój mądry monolog i spojrzałam się na nich z miną ,,nie jestem łatwo wierna pingwiny jedne,, a oni na mnie ,,czy ty się dobrze czujesz?,, 
-Emm... dobry wieczór- powiedział nieśmiało głos za mną. Jul. 
-Dobry, czy któraś z was to Julie Harrison?- spytał Mark 
-Ehh... to ja, a o co chodzi?- spytała
-Dostaliśmy wezwanie że jakaś dziewczyna biegała po ulicy w samym staniku i podali pani dane- powiedział Tomek
-Ale to nie ja to ona!!!- krzyknęła Jul i pokazała palcem na Pat, która pokazała palcem na Liama, który pokazał na Nialla ten zaś na Nat, ta na Zayna, który pokazałam na Marchewkę, która pokazała na Lou ten pokazał na Hazze, a on na mnie (no serio wszystko przeciwko mnie)
-To kto biegał?- spytał Mark 
-Mandy- powiedzieli wszyscy chórem bezemnie ja powiedziałam Harry
-Która to?-  spytał Tomek. Wszyscy pokazali na mnie palcem 
-No serio?!- krzyknęłam 
-To ty biegałaś?- spytał Pool 
-Nie- powiedziałam 
-To kto?- Bimbalski się odezwał 
-Ta w niebieskich- powiedziałam oskarżycielsko. Oj mam na nich foch. I niech się do mnie nie odzywają
-Dobra chyba się nie dogadamy więc was wszystkich zabieramy- powiedział Mark Pool 
- Ale ci się zrymowało- powiedziałam znudzonym tonem i poszłam do radiowozu i usiadłam obok kierowcy, który zaraz doszedł 
-O nie siadasz z tyłu- powiedział Mark 
-O nie ja z nimi siedzieć nie będę- powiedziałam z wyrzutem i zapięłam pas 
-Ehhh... dobra siedź- powiedział i także usiadł w fotelu. Zaraz dołączyła do nas reszta z Tomkiem na czele. Jak zobaczyłam w lusterku za mną siedział Harry, obok niego Jul, a koło Jul Niall. Dalej Pat, Marchewka i Nat, a z tyłu Zayn, Liam, Lou. Wszyscy mieli posępne miny. Oho czyżby też mięli na mnie focha? Upss... byłam pierwsza. 
-Tomek zostań na patrol i powiedz sąsiadom że już wszytko pod kontrolą jak dojedziemy przyślę kogoś- powiedział i ruszył. W lusterku zobaczyłam Jul, która bawiła się kluczami, Nialla do niej przytulonego ze strachu, z tyłu dziewczyny trzęsły się jak galaretki. Zayn bawił się telefonem, Lou wyglądał przez okno, Liam chyba układał w głowie co powie kiedy dojedziemy na miejsce, natomiast Harry przyglądał mi się z czymś nie do odczytania w jego oczach (no bo ja za chętna do czytania to nie jestem, a co dopiero z oczu) co nie powiem skrępowało mnie (a nawet czułam że moje poliki oblewa rumieniec). Harry to chyba zauwarzył bo uśmiechną się ukazując dołeczki. No nie powiem że nie ładnie wygląda bo uroczo... Mandy stop! Co ty sobie myślisz że jakaś super gwiazda pop się w tobie zakocha? Nieoczekiwanie! Karciłam siebie w myślach i zaczęłam rozmyślać, a konkretnie o myszach i o tym że zostawiłyśmy zwierzęta bez opieki, chociaż same umiały się sobą zająć, nawet same na dwór wychodziły. Ale mniejsza. Pani Brook się nimi zaopiekuje. To nasza najmilsza sąsiadka, która kochała zwierzęta i sama zaglądała do nas i pytała czy może pomóc. Zwierzaki ją znały i polubiły więc nie było problemu. Dziewczyny zapewne zanim odjechałyśmy zostawiły klucze, którejś z nas pod wycieraczką aby Alice (tak miała na imię sąsiadka) mogła się do nas dostać. Miałyśmy do niej (jako jedynej miłej sąsiadki w okolicy) bezgraniczne zaufanie. I właśnie tak rozmyślając dojechaliśmy na posterunek. Pięknie. Ja zawsze muszę się w coś wpakować. Cholera. No ale wysiedliśmy. Harry chciał chyba dodać mi słowa otuchy ale go olałam i poszłam prosto nie czekając nawet na Marka, który mówił coś innemu policjantowi. Zapewne żeby pojechał po Tomka Bimbalskiego. Kiedy weszłam wszystko było w szarych kolorach. No tak Mandy i jej wyobraźnia umyśliła sobie kolorowe zwierzęta na ścianach koloru żółtego, różowy dywanik oraz różnokolorowe krzesła. Usiadłam na jednym z wielu niebieskich plastikowych krzeseł ustawionych pod ścianą i czekałam na Marka. Po jakiś pięciu minutach doszła reszta z policjantem, który kazał iść za sobą. No to zaczynamy szopkę. 


**********
Okey no to mamy kolejny rozdział. Trochę nudny wiem. Brak weny na ten rozdział. Upsss.... Tak w ogóle co do tego Mark Pool jest taki sklep? Bo mi się kojarzy że było coś takiego ale nie jestem pewna. Błagam napiszcie mi xD. Następny rozdział w drodze. zaczyna się coś dziać pomiędzy Harrym oraz Mandy *.* (jeśli macie pomysły na połączenie je w jedno jak Zerrie itp. to piszcie chętnie wykorzystam wasze pomysły) No to chyba tyle co mam Wam do przekazania. Do zoba ludzie ♥ Kocham Was 

Proszę o komy! Oraz dziękuję na uwagę!!

2 komentarze:

  1. Wspaniały rozdział. Sorry, że nie komentowałam i że ten koment jest krótki. No, ale to opowiadanie jest wspaniałe i tak pisać w kółko? Nie wiem, ale jeśli to sprawia uśmiech na twojej twarzy to: JESTEŚ JEDNĄ Z NAJLEPSZYCH BLOGEREK. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sory
      że komentuje w odpowiedzi ale mój telefon jest rombniety * ,
      yyyyyyyyyyy ... rozdział super * , super ,super , extra buzki ...xxx
      * ( czyt. ma mocno zrytą kartę pamięci ) , * ( czyt. nie ma słów by
      wyrazić to piekno ) ;*

      Usuń