Od tego czasu kiedy Jul i Mandy wróciły ze spaceru nasza 10-sobowa kompania zamieniła się w 3 obozy. A my (ja, Hazz i Niall) zaliczamy się do tej grupy, która nic nie chce robić i mamy nadzieję że coś wymyślimy w sprawie tego, jak ich pogodzić. Najgorsze jest to, że żadne z naszej trójki nie było na tym przeklętym spacerze, bo gdybyśmy byli to wtedy byśmy wiedzieli na czym stoimy. A tak to dupa. Ta cała 'wojna' trwa już tydzień. A pamiętam jak Mandy tak bardzo chciała iść do wesołego miasteczka, a teraz ona, Lou, Li i Pat siedzą w pokojach i trzymają się z daleka od Zayna, Nat i Jul. Serio to robi się chore.
-Dobra trzeba coś z tym zrobić- powiedział Niall kiedy siedzieliśmy w kuchni
-No to się robi trochę straszne- powiedziałam
-Wiesz wszyscy dziwnie się zachowują, ale Harry to już masakra
-Dlaczego?
-Bo się zachowuje jak 16-stolatka, która popadła w depresję bo chłopak ją zostawił
-On jest homo?
-Nie.
-No to nie kumam.
-Jak to nie kumasz? Harry i Mandy. Hallo świta ci coś?
-A fakt. Mandy. Jak ja mam ochotę ją zabić. Serio.
-Czemu?
-Jest moją najlepszą przyjaciółką, a mnie zostawiła, a poza tym jest zakochana w Harrym...
-Że kurwa co?
-No tak. Chyba.
-Jeśli ona kocha Hazze, a Hazz ją to...
-Trzeba to wykorzystać przeciwko nim...
-I zrobić tak aby byli razem...
-I jednocześnie wszystkich pogodzić.
-Genialne!!- krzyknęliśmy równo.
-No to mamy plan.
-I właśnie cieszę się że nie zgodziłam się na tamten plan.
-Ale ty się z nami zgodziłaś.
-Nieprawda.
-Dobra mniejsza.
-Trzeba wymyślić jak ich kurde pogodzić.
-No i jak ich zeswatać.
-Teraz by się przydała Pat.
-No tak ale oni sojuszu nie wezmą.
-Skąd wiesz?
-Pytałem.
-Och.
(perspektywa Jul)
Dobra to całe przekomarzanie się trochę nudzi ale no inaczej chyba się nie da. Co się ze mną dzieje? Ja Julie Lucy Harrison zamiast to łagodzić to razem z Malikiem szukamy poszlak w pokoju Mandy, a Nat stoi na straży. JA SIĘ WŁAMAŁAM DO POKOJU MANDY. To się źle skończy.
-Czysto- powiedział Zayn wychodząc z łazienki.
-Coś musi tutaj być. Musi!- krzyknęłam
-Ej spokojnie... Powinniśmy to zakończyć- powiedział cichym głosem jakby bał się że wybuchnę.
-Chyba masz rację- powiedziałam
-Tak?
-No tak. Chodź idziemy ich szukać i wszystko wytłumaczyć- powiedziałam stanowczym głosem. Wyszliśmy cicho z pokoju Mandy i właśnie mieliśmy zawołać Nat kiedy zauważyliśmy że jej nie ma.
-Co do...
-Aaaaaaaaa- przeraźliwy pisk Nat rozniósł się po domu. Szybko zbiegliśmy na dół, a czekała tam na nas spora grupka ludzi. Mandy, Żarówa i Niall stali przed telewizorem i mięli złowieszcze miny i jeszcze do tego mięli związane ręce. Marchewkę podtrzymywał Li, która się wyrywała. Lou i Hazz stali do nas tyłem ze spuszczonymi głowami. Ja i Zayn stanęliśmy koło foteli, Nat stała na środku przed Paulem i miała łzy w oczach. Oj coś się bardzo złego stało.
-Co się stało?- spytałam cicho.
-O witaj Julie. Ty chyba jesteś najbardziej hmmm... normalna?- powiedział
-Ale co się stało?- ponownie spytałam
-On chce cię zabrać!!!- krzyknęła Nat
-Co?- spytała po raz kolejny
-Chodź musimy porozmawiać- powiedział najspokojniej na świecie, a potem wyszliśmy do ogródka, a żeby nas nie podsłuchiwali to wszędzie stała ochrona.
-O co chodzi?- spytałam już wypruta z emocji
-No więc tak. Jak widzisz wszędzie są fanki. Gazety o was piszą. Przed chwilą się dowiedziałem że Nat i Zayn są razem i tak dalej, i tak dalej. Więc postanowiłem wam dać 2 tygodnie przerwy i jedziecie nad jezioro. I co piszesz się?
-I to tak zdenerwowało resztę?- spytałam (który to już raz?)
-Nie Nathelie wpadła w jakiś szał kiedy powiedziałem że chce z tobą sam na sam pogadać- powiedział.
-Ooo... Martwi się o mnie to urocze ale jeśli ona tak zareagowała to co z resztą?
-Też wpadli w szał jak to usłyszeli- powiedział jakby to było najoczywistsze na świecie.
-Ooo... To urocze- powiedziałam i się uśmiechnęłam.
-Taa... to wracamy?- spytał.
-Tak jasne.
-A i powiedz im jak wyjdziemy, bus wam zostawiam- poinstruował mnie
-Spoko- powiedziałam i wróciliśmy. Wszyscy stali tak jak wcześniej, aż taki miły szok.
-To do widzenia- powiedział do nas
-Hej- odpowiedziałam mu tylko ja, po czym wyszedł z całą obstawą. Kiedy usłyszeliśmy trzask drzwi chciałam ich poinformować o planach Paula ale ktoś musiał się wtrącić
-Ohh... Proszę, proszę kogo my tu mamy- powiedziała Pat rozwiązując ręce podobnie jak Mandy oraz Niall. Kiedy to powiedziała Lou, Li i Mandy stanęli naprzeciwko mnie, Zayna oraz Nelly. Marchewka, Niall i Harry odsunęli się jak najdalej od nas.
-Martwiliście się o mnie, to było urocze- powiedziałam z największym jadem na jaki było mnie stać. A jeszcze kilka minut tak się jarałam.
-My o ciebie? Nie rozśmieszaj mnie- powiedziała Pat, a ja zauważyłam jak nasza zagubiona, w świecie, trójka patrzy na Nialla. Kiedy miałam już jej odpowiedzieć Malik szturchnął mnie lekko, a mi zaraz przypomniała się nasza rozmowa i już miałam powiedzieć żebyśmy się pogodzili ale przerwała mi Doma.
-A czemu wy się w ogóle tak spinacie?
-Bo...- zaczęła Pat ale urwała
-No bo...- zaczęła Mandy
-No właśnie nawet nie umiecie tego racjonalnie wytłumaczyć- powiedział Harry
-Dobra powinniśmy z tym skończyć- powiedział Li
-Stęskniłam się!!- krzyknęła Doma i przytuliła z całej siły Mandy
-Ja za tobą też!!- też krzyknęła i się poryczała. Do nich dołączył się oczywiście Lou i Hazz. Za nimi Nat i Zayn oraz ja i Horan. A za nami Li i Pat.
-Nareszcie wszyscy razem- powiedział Lou
-Dobra mniejsza co ci mówił Paul?- przerwał nam Niall
-No więc...- i tu zaczęłam im opowiadać historyjkę o teletubisiu Paulu, który każe nam jechać na mini wakacje nad jezioro. Ich reakcje była dość 'normalna'. Nat zaczęła krzyczeć, że nad żadne jezioro nie jedzie bo tam nie ma luksusów. Mandy i Lou zaczęli krzyczeć, że będą komary, Pat i Zayn zaczęli się kłócić kto śpi razem z Nat w domku. Niall, Li, Marchewka i ja zaczęliśmy się kłócić kto będzie prowadzić. Później, jak jakimś cudem doszliśmy do porozumienia, zaczęliśmy się pakować i postanowiliśmy jechać jutro po południu olewając szkołę. W końcu Paul napisze nam usprawiedliwienie i koniec.