(moja perspektywa)
Jest 5 nad ranem, a ja i ten kretyn Harry siedzimy w salonie, a Liam się na nas wydziera. To nie moja wina, że ten pacan przyszedł w nocy do mojego pokoju i zaczął się bawić farbkami przez co ja mam teraz fioletowo-kolorowe włosy, a on brązowo-kolorowe. I to też nie moja wina, że jak się obudziłam i to zobaczyłam to zeszłam do kuchni i zabrałam miód, i na niego wylałam. Moją winą też nie jest, to że zaczęliśmy bitwę na poduszki. Oraz też moją winą nie jest, to że się wkurzyłam i zaczęłam go opryskiwać pastą do zębów, a on zaczął we mnie rzucać różne warzywa. I też nie moją winą jest, to że krzyczeliśmy przy tym przeraźliwie głośno, a było tylko kilka minut po północy. O 1 przyszedł Liam i tak wydziera się na nas 4 godziny. I właśnie teraz siedzimy na kanapie w farbkach, miodzie, paście, warzywach i kawałkach materiału z poduszek.
-Dobra Liam zamknij twarz bo ci zaraz wazonem przywalę!!!-krzyczała Nelly wchodząc do salonu, a kiedy nas zobaczyła powiedziała, że z taką modą daleko nie zajdziemy po czym poszła do kuchni.
-CO TO KURWA ZA SYF!!!!!- teraz to już przeraźliwie pisnęła pokazując na kuchnię, która była w opłakanym stanie.
-Nie drzyj ryja!!!!- krzyknęła Pat schodząc ze schodów, tuż za nią był Lou i Jul.
-Jak mam się nie drzeć jak tu taki syf!!!- żaliła się.
-Która godzina?- spytał Lou.
-Około 5.- powiedziałam z uśmiechem.
-Co!!- pisnął.
-Ja pierdole ale syf!!!- krzyknął Niall schodząc po schodach.
-Wiemy zamknij się już- powiedziała Pat siadając koło Hazzy.
-Co się tak wszyscy do cholery drzecie!!!- krzyknął Zayn, a Marchewka pisnęła kiedy nas zobaczyła.
-Serio wy nic nie słyszeliście?- spytał Liam.
-Nie- powiedziała Jul i razem z Pat i Nat zaczęły sprzątać kuchnię.
-To dziwne bo oni się darli na cały dom- powiedział Li marszcząc czoło.
-Hmmm... to nie wiem. Chwila Harry i Mandy? Noc? Jej pokój?- Marchewka zaczęła robić, z każdym zdaniem, wielkie oczy. I nagle wszyscy się odwrócili jakby ich oświeciło.
-Ty i Harry- powiedziała powoli Pat.
-Ty i Mandy- powiedział powoli Zayn.
-Czy tobie też się wydaje, że to się źle skończy?- szepnął mi na ucho Harry.
-Emm... i to bardzo- powiedziałam.
-Trzeba uciekać?
-Jeśli nie chcesz zostać zjedzonym przez nich to tak uciekamy.
-To na trzy.
-Raz...
-Dwa...
-TRZY!!!- krzyknęliśmy równo i zaczęliśmy uciekać po całym domu.
-Łapać ich!!- krzyknął Lou i cała reszta zaczęła nas szukać. Ja jako mistrzyni w chowanego postanowiłam się schować na strychu. Znalazłam tam olbrzymie pudło (zgaduje, że po jakiejś kanapie czy czymś wielkim) otworzyłam wieko i tam weszłam, modląc się aby mnie nie znaleźli.
*10 min później*
Nie wiem czemu, ale chyba te matoły mnie olały lub ja jestem tak zajebista w chowanego. Ale nie siedzę w tym pudle bezczynnie bo kilka razy o mało zawału nie dostałam, ponieważ dwa razy prawie zostałam odkryta. Raz przez Louisa i Zayna, a drugi raz przez Pat i Nialla. Tak się zastanawiam czy nie lepiej by było dać psom moje lub Hazzy rzeczy. No bo hello oni chyba pamiętają, że tu są psy co nie? A jeśli nie?
Moje rozmyślanie przerwało coś co drapało w karton, w którym siedziałam. Nie był to pies ani człowiek. Więc może to być papuga Nat, szczury Jul lub chomik Pat. Powoli wyjrzałam z kartonu oglądając się dookoła. I nic. No nie licząc szczura. Czarnego. Chwila. Jeden szczur Jul jest biały, a drugi szary. Więc ten szczur, który patrzy na mnie, a ja na niego, to jakiś dziki. O nie. Nie można panikować. Spokojnie. Wdech, wydech, wdech, wydech. Przecież on nic nie zrobi. No nie licząc tego, że może mnie ugryźć i mogę dostać jakiś zarazków na przykład wścieklizny. Wścieklizna. O kurde. Oj jest źle. Ten szczur się porusza. I idzie jeszcze bliżej mnie. Pociera łapki. On coś knuje. Omg. Jego ogon. Jaki on długi i różowy. To się źle skończy. Ja chcę do mamy!! Teraz!! Dobra do taty!! Marchewki!! Tomlinsona!! Żarówy!! Horana!! Vivy!! Stylesa!! Jul!! Payna!! Malika!! KOGOKOLWIEK!! Mogłabym zacząć krzyczeć ale nie mogę!! On jest coraz bliżej!! Ratunku!! Pomocy!! Do cholery czemu nie mogę się telepatycznie porozumieć z Domi?!! No czemu?!! O cholera jest już prawie koło mojego nosa!! Jeśli to coś mnie ugryzie to wszystko zapisane jest na moją ciocię, która mieszka w Polsce i pracuje jako klaun w miejscowym cyrku. Boże czemu ja? A nie ta ciota Styles? W sumie to ciekawe gdzie on się schował? A może teraz siedzi z resztą matołów i oglądają jakieś durne telenowele. Sory ale ta działka jest moja. A jeśli oni sobie już pojechali? WŁAŚNIE!! My przecież dzisiaj jedziemy nad jezioro!! O cholera ten szczur jest naprawdę blisko!! Dobra trzeba stąd wyjść i spakować się na wyjazd. Ostrożnie. Pomału. Jest. Wyszłam cała i zdrowa. To teraz idziemy do pokoju. Ale nie mogę tego gryzonia samego zostawić. Tak bez opieki. Bez żadnej trucizny. Cholera ja to zawsze mam problem.
-Mandy!!- krzyknął ktoś, kto zbliżał się do drzwi na strych.
-Tu nie ma żadnej Mandy!!- również krzyknęłam, ale piskliwym głosikiem.
-Mandy, wiem że to ty!!- krzyknęła, jak się okazało, Nat.
-Dobra choć szybko tu jest szczur!!- odkrzyknęłam jej, a zaraz usłyszałam pisk Nat i jej lament.
-AAAA... SZCZUR!! SZCZUR!! TU NA STRYCHU!! I NIE MÓWIĘ TU O MANDY!!
-DZIĘKI!!
-NIE MA SPRAWY!!
-GDZIE ONA JEST!!- krzyknął jeszcze inny głos.
-LIAM TUTAJ!!- darłam się najgłośniej jak umiałam, żeby tylko zagłuszyć piszczącą Nat.
-JA TEŻ JESTEM TUTAJ!!- wydarł się głupio Liam.
-MANDY!!- usłyszałam krzyk Domi zza drzwi.
-AAAAA PRZYSZŁAŚ PO MNIE!!- darłam się.
-NO WYŁAŹ!!- krzyknęła.
-ALE TU JEST SZCZUUUUUR!!
-OLEJ GO I CHODŹ!!- krzyknął Lou.
-MAM GO OLAĆ?! A JAK SIĘ NA MNIE RZUCI?!
-NIE RZUCI CHODŹ!!- krzyknęła Domi.
-NIE!!
-CHOLERA BO JA TAM WEJDĘ I SIŁĄ CIĘ WYCIĄGNĘ!!- krzyknął Liam.
-NIE MA MOWY!! A JAK SIĘ NA CIEBIE TEZ RZUCI?!!
-PAT!!- krzyknął Lou, a zaraz usłyszałam tupot nóg.
-CO?!- krzyknęła.
-NIE MUSISZ KRZYCZEĆ!!
-ALE TO TY NA MNIE KRZYCZYSZ TOMLINSON!!
-JA NIE KRZYCZĘ JA WOŁAM!!
-A TERAZ?!
-GADAM GŁOŚNO, ŻEBY MANDY NAS SŁYSZAŁA!!
-A WŁAŚNIE PODOBNO GDZIEŚ SZCZUR JEST I TU NIE CHODZI O MANDY!!
-DZIĘKI WIELKIE!!
-SPOKO!!
-PAT IDŹ PO TRUCIZNĘ!!- krzyknęłam do niej.
-TRUCIZNĘ?!! A MY W OGÓLE MAMY TRUCIZNĘ?!!
-TAK CHYBA W KUCHNI W TEJ DZIWNEJ OBSKURNEJ SZAFCE, KTÓREJ NIGDY NIE WYMIENIŁYŚMY!!- krzyknęła (o dziwo) Jul.
-OKEY TO JA IDĘ CZEKAJ NA MNIE!!
-HA-HA-HA BARDZO ŚMIESZNE!!
-NO CO PRÓBUJE ROZLUŹNIĆ ATMOSFERĘ!!
-PAT!!!- krzyknęliśmy wszyscy równo.
-OKEY IDĘ JUŻ IDĘ!!
*10 min później*
(nadal moja przerażona perspektywa)
Stoję w rogu strychu, a przedemną siedział ten szczur. Jezu on się na mnie kurde uwziął czy co? Domi i Liam rzucali w niego kamykami, a ten jakoś dziwnie pisnął i zaczął uciekać w moją stronę, no to ja uciekłam w kąt. Później Pat przyniosła truciznę ale to i tak nic nie dało, więc Lou przyniósł klatkę (nie mam pojęcia skąd ją miał ale okej) i jakoś próbowali go tam zagonić ale to też na nic. Więc teraz stoją i wymyślają plan, Nat nadal wystraszona siedzi na kolanach Zayna, Jul razem z Harrym wołają go, a Niall rzuca mu ser.
-No zróbcie coś- szepnęła do nich.
-No myślimy cicho- powiedział Liam.
-10 minut myślicie?
-Tak. Musimy się skupić- powiedział Lou.
-Dobra nudzi mnie to- powiedział Harry po czym podszedł do mnie i wziął mnie na ręce, więc zaczęłam krzyczeć, on zaczął uciekać, a zdezorientowany szczur został zakryty pudłem przez Jul. Harry ze mną na rękach stanął na drugim końcu pokoju. Liam powoli odsłonił pudło i kiedy szczur chciał uciec to wbiegł do klatki, którą przystawił Lou i Niall.
-Tak uratowaliście nas!- krzyknęła Nat i razem z Malikiem zaczęli tańczyć salsę.
-Tak nareszcie możemy się szykować- powiedziała Jul.
-No tak my jedziemy, a kurde ja spakowana nie jestem!- krzyknęła Domi.
-Ja też!- krzyknęłam i i jakoś uwolniłam się z ramion Harry'eg- Dzięki- powiedziałam tylko i pobiegłam do pokoju pakować się.